124 rocznica urodzin księżnej Heleny Jabłonowskiej  - ziemiadebicka.pl

124 rocznica urodzin księżnej Heleny Jabłonowskiej 


Księżna Helena Jabłonowska wraz mężem oraz z synami Stanisławem i Andrzejem (fot. ze zbiorów Zofii Jabłonowskiej – Ratajskiej)

Niedaleko Dębicy w Przyborowiu, kilkaset metrów od głównej drogi można natknąć się na opuszczone ruiny w otoczeniu zaniedbanego parku. To rodzinny dom księżnej Heleny Jabłonowskiej, która w czasie ostatniej wojny ocaliła tysiące ludzi. 4 stycznia 2019 r. obchodziliśmy 124 rocznicę urodzin księżnej Heleny Jabłonowskiej.

Księżna Helena Jabłonowska, z domu hrabianka Rey przyszła na świat czwartego stycznia 1895 r., w Andrychowie jako córka Mikołaja Reya z Przyborowa i Marii – hrabianki z Bobrowskich. Otrzymała bardzo staranne wykształcenie. Uczyła się w Jarosławiu, w szkole sióstr Niepokalanek. Mała Helena otrzymała również bardzo dobre wychowanie patriotyczne. Jej dom rodzinny był ostoją polskości. Z domu też wyniosła wrażliwość na krzywdę drugiego człowieka, obok której nie mogła przejść obojętnie.

W czasie I Wojny Światowej organizowała kursy gospodarcze dla dziewcząt. Wspierała finansowo Legiony Piłsudskiego a przebywając w Wiedniu opiekowała się polskimi uchodźcami. W Szwajcarii brała udział w pracach tamtejszego Komitetu Polskiego. Tam poznała ks. Józefa Jabłonowskiego z Dłohego herbu Prus. 18 września 1917 r. poślubiła go i razem zamieszkali w Przyborowie. Z tego małżeństwa urodziła się czwórka dzieci: Stanisław (1918-2000), Andrzej (1919-1944), Krzysztof (1925-1983) i córka Maria Michalina (1925-1992).
Ale Helena Jabłonowska nie zajmowała się tylko swoją rodziną. W dwudziestoleciu międzywojennym była prezesem Akcji Katolickiej i Sodalicji Mariańskiej. Inicjowała i pomagała organizować ochronki, w których dzieci wiejskie otrzymywały opiekę i wyżywienie, podczas gdy matki uczestniczyły w pracach rolnych.
II Wojna Światowa zastała ją i jej rodzinę w Przyborowiu. Hitlerowskie rządy w okupowanej Polsce były dla niej szokiem. Nie mogła się pogodzić z krzywdą jakiej doznawały setki niewinnych ludzi. Pewnego razu udała się do komendanta obozu w Pustkowie. Rozmawiała z nim w jego ojczystym języku, którym biegle władała. W trakcie rozmowy poprosiła o wyrażenie zgody na dokarmianie więźniów w obozie. Ku zaskoczeniu wielu komendant nie odmówił jej prośbie. Od tej pory razem ze swoją córką Marysią organizowała zbiórkę żywności wśród okolicznych mieszkańców, którą raz w tygodniu zawoziła dla więźniów w Pustkowie. Furmanem był wówczas jej syn Andrzej, żołnierz AK z placówki Zapalnik. Pomoc, którą organizowała księżna obejmowała nie tylko dostarczanie żywności. Pośredniczyła w przekazywaniu listów i grypsów od więźniów, wielu z nich udało się wyciągnąć z obozu. Im ocaliła życie. Więźniowie nazywali ją „Naszą Matką”.
Jabłonowska próbowała także zebrać wiadomości o ilości i stanie więźniów oraz funkcjonowaniu obozu. Zbierała też informacje o pobliskim poligonie rakietowym na którym Niemcy testowali swoją broń V-1 i V-2. Dane te przekazywała dowództwu AK.
Działalność księżnej nie ograniczała się tylko do pomocy więźniom. W swoim dworze w Przyborowie przetrzymywała wiele rodzin wysiedlonych przez Niemców z terenów dzisiejszej zachodniej Polski. Pomagała rodzinom żołnierzy i oficerów Wojska Polskiego, poległych lub więzionych w obozach jenieckich. Jej dom był również schronieniem dla osób poszukiwanych przez okupanta. Nie wahała się nieść pomocy, każdemu napotkanemu człowiekowi.
Jedną z jej najbardziej słynnych akcji było samowolne uwolnienie grupy mieszkańców Gumnisk, którzy załadowani na ciężarówki czekali na wywózkę. Samochody stały przed budynkiem ówczesnego starostwa. Księżna, która znalazła się tam przypadkowo, powodowana impulsem otworzyła bramę i drzwi samochodów. Więźniowie korzystając z zamieszania rozbiegli się po mieście. Niemcom udało się złapać tylko 11 osób. Okupanci byli wściekli, ale jedyną karą jaka ją wówczas spotkała było odwołanie jej z funkcji przewodniczącej Rady Głównej Opiekuńczej w Dębicy. Decyzja ta zresztą nigdy nie weszła życie.
W sierpniu 1944 roku w wyniku działań wojennych dwór oraz zabudowania folwarczne w Przyborowie zostały zniszczone. Księżna razem z 300 osobami przez kilka tygodni pozostawała w ukryciu w piwnicach i zabudowaniach gospodarczych. Nikomu nic się nie stało.
Podczas akcji „Burza” zginął jej syn Andrzej. Został zastrzelony przez Niemców gdy niósł na plecach rannego kolegę.

Nowa władza nie miała litości dla niej. Została pozbawiona całego majątku, chociaż dziesiątki ludzi zaświadczało o jej postawie podczas wojny i prosiło aby pozwolono mieszkać jej w Przyborowie. Helena Jabłonowska przeniosła się do Krakowa, nigdy nie skarżyła się na swój los. Zmarła 11 czerwca 1977 roku. Została pochowana w rodzinnej kaplicy na cmentarzu w Straszęcinie.

Kilka lat temu jej imieniem nazwano Europejskie Centrum Pamięci i Pojednania w Pustkowie Osiedlu. W rodzinnym Przyborowie nie ma nawet małej tabliczki informującej, że pochodziła z tej miejscowości a jej dom rodzinny z roku na rok popada w coraz większa ruinę.