W spokojne, sobotnie popołudnie, kiedy większość z nas korzystała z letniego relaksu, w Grabinach-Rędzinach rozegrała się historia, która przywraca wiarę w ludzi i ich wrażliwość na los dzikich zwierząt.

O godzinie 13:49 pojawiła się wiadomość że w oklicy mostu żelaznego na Wisłoce chodzi ranny czarny bocian, z wyraźnie uszkodzonym skrzydłem. Reakcja była natychmiastowa. Kilka minut później, dzięki ogłoszeniu wrzuconemu na lokalną grupę, zawiązała się trzyosobowa ekipa ratunkowa: Dariusz Tyrpin, Marcin Ziaja i Marcin Słowik.

Zaczęło się swoiste „polowanie” – ciche, ostrożne i pełne troski. Cel? Uchwycenie ptaka w taki sposób, by nie pogłębić jego obrażeń. Po niespełna godzinie, o 14:50, ranny bocian był już w drodze do Ośrodka Rehabilitacji Ptaków „Puchacz” w Brzyskach. Tam czekał już Robert Kieć – człowiek z ogromnym sercem i doświadczeniem.

Diagnoza była bolesna: porażenie prądem, poważne uszkodzenie skrzydła. Ale był też promyk nadziei – ptak, dorosły samiec, miał szansę przeżyć. Dzięki szybkiemu opatrzeniu i fachowej opiece znalazł się w bezpiecznym miejscu. Teraz przed nim trudne godziny i dni, ale wszyscy trzymamy za niego kciuki.

Ta historia pokazuje, że dobro wraca – i że warto działać. Ale też przypomina, jak mało jest w naszym regionie dostępnych informacji o tym, co robić, gdy spotkamy ranne dzikie zwierzę. Czy każdy wie, gdzie zadzwonić? Czy numer 112 odpowiednio pokieruje zgłoszeniem o rannym ptaku lub potrąconym jeżu? Potrzeba więcej edukacji, więcej widocznych instrukcji i większej świadomości.
Dlatego warto wesprzeć miejsca, które niosą realną pomoc. Ośrodek Puchacz w Brzyskach działa dzięki ludziom takim jak Robert – i ludziom takim jak Ty, którzy pomagają finansowo. Jeśli chcesz dołączyć do grona wspierających, zajrzyj na stronę:
👉 https://pomagam.pl/osrodekpuchacz
Udostępnij tę historię dalej. Niech uskrzydli innych – dosłownie i w przenośni.























