Na wsi prawo chodzi swoimi ścieżkami. Czasem przez miedzę, czasem przez drogę gruntową, a czasem… zatrzymuje się na płocie. I to nie byle jakim, bo na ogrodzeniu jednego z gospodarzy zawisł skorodowany pocisk moździerzowy.
Właściciel posesji, 68-letni mieszkaniec, uznał, że nie będzie się długo kłócił z sąsiadami. Po co są sądy, po co adwokaci? Wystarczy kawałek sznurka, trochę rdzy i wojenna pamiątka z dawnych czasów. Jak w starym powiedzeniu: „sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie”.

Sąsiadom jednak mina zrzedła, bo gospodarz nie tylko powiesił żelastwo na ogrodzeniu, ale i groził, że jak ktoś mu jeszcze raz wjedzie w drogę, to on w piwnicy ma jeszcze więcej takich pamiątek. Ludzie ze strachu pobladli, wezwali policję, a mundurowi – wiadomo – nie dyskutują, tylko wzywają saperów.
Na miejscu okazało się, że „groźny arsenał” to zwykła wydmuszka – skorodowany pocisk bez zapalnika i ładunku. Eksperci stwierdzili, że i tak lepiej, że zajął się tym patrol wojskowy.
Historia zakończyła się tak, jak wiele wiejskich dramatów: właściciel płotu trafił na komendę, a pocisk do utylizacji. I tylko płot został – trochę ogołocony, ale za to spokojniejszy.
👉 Morał? W sąsiedzkich sporach lepiej używać słów niż niewybuchów. Choć, jak wiadomo, na wsi zawsze znajdzie się ktoś, kto powie: „a nie mówiłem, że z nim to tylko saper poradzi?” 😅
Źródło: Policja.pl























