Dyskusja wywołana przez Okręg PZW w Krośnie na temat kormoranów obnażyła głęboki kryzys, jaki dotyka podkarpackie rzeki w 2026 roku. Problem drastycznego spadku liczebności ryb w dorzeczach Wisłoki, Wisloka czy Sanu i stał się polem bitwy między wędkarzami, przyrodnikami a instytucjami zarządzającymi wodami. Choć kormoran czarny stał się głównym symbolem tego regresu, przyczyny pustych łowisk są znacznie bardziej złożone.

Podkarpacie pod skrzydłami kormorana
Relacje mieszkańców Sanoka, Jasła czy Dębicy są alarmujące. Ptaki, które niegdyś kojarzono głównie z Mazurami czy wybrzeżem, na dobre zadomowiły się na południu Polski. Na Sanie, w okolicach mostów w Sanoku, regularnie obserwuje się stada liczące po kilkadziesiąt sztuk, które systematycznie „czyszczą” rzekę. Podobnie sytuacja wygląda w dorzeczu Wisłoki oraz na jej dopływach – Grabiniance, Wielopolce, Jasiołce czy Ropie. Kormorany chętnie bytują na zalewie w Strzegocicach, „żwirach” czy na całej długości Wisłoki od jej górnych odcinków.
Problem nie dotyczy tylko wyjadania narybku. Wędkarze wskazują na drastyczne okaleczenia większych osobników, których ptaki nie są w stanie połknąć. Jak zauważa jeden z lokalnych wędkarzy:
„W małych dopływach kormorany działają jak odkurzacz. W płytkiej wodzie ryba nie ma gdzie się schować. To, czego nie zjedzą, zostawiają poranione. Potem znajdujemy ryby z dziurami w grzbietach, które padają od infekcji”.


Głosy podzielone: Odstrzał czy systemowa reforma?
W debacie nad przyszłością podkarpackich wód i populacji kormoranów ścierają się trzy główne nurty:
1. Postulat radykalnej redukcji
Wielu wędkarzy uważa, że sytuacja jest krytyczna i wymaga natychmiastowego zniesienia ochrony kormorana. Argumentują, że gospodarka rybacka traci sens, gdy zarybienia finansowane z wysokich składek (sięgających w 2026 roku nawet 530 zł) stają się wyłącznie „karmą” dla ptaków.
„Płacimy krocie, a wypuszczony narybek w tydzień znika w żołądkach czarnej plagi. Albo zaczniemy regulować populację tych ptaków, albo za kilka lat będziemy łowić tylko plastikowe butelki” – grzmi jeden z anonimowych uczestników dyskusji.

2. Głos rozsądku i ekologii
Przyrodnicy przypominają, że kormoran to tylko jeden z elementów układanki. Wskazują na degradację jakości wody, niszczenie tarlisk, betonowanie koryt rzecznych oraz obecność innych drapieżników, jak nurogęsi czy wydry. Ich zdaniem „wojna z ptakami” nie rozwiąże problemu, jeśli rzeki nadal będą zatruwane ściekami, a ich naturalny bieg będzie przerywany kolejnymi progami wodnymi.

3. Krytyka zarządzania wodami
Część środowiska wędkarskiego kieruje ostrze krytyki w stronę instytucji zarządzających rzekami i zbiornikami wodnymi. Padają sugestie, że kormoran stał się wygodną „zasłoną dymną” dla wieloletnich zaniedbań w ochronie wód przed kłusownictwem i zanieczyszczeniami przemysłowymi.
Czy natura sama sobie poradzi?
Niektórzy twierdzą, że natura dąży do równowagi – jeśli zabraknie ryb, populacja kormoranów naturalnie spadnie. Jednak dla mieszkańców regionu taka „równowaga” oznacza martwe rzeki przez dekady. Obecnie prawo pozwala na ograniczony odstrzał redukcyjny jedynie za zgodą Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (RDOŚ w Rzeszowie). Przeciwnicy tej metody twierdzą jednak, że jest ona mało skuteczna, a ptaki jedynie przenoszą się z jednego odcinka rzeki na drugi.
Sytuacja na Wisłoce jest szczególnie trudna, gdyż na wąskich i płytkich dopływach kormorany mają ułatwione zadanie. Jak zauważa inny wędkarz:
„Łatwo jest zwalić wszystko na ptaka, bo on się nie obroni. Ale nikt nie mówi o tym, że nasze rzeki są zdewastowane przez małe elektrownie wodne i chemię z pól. Kormoran tylko korzysta z tego, że ryby nie mają schronienia w wyprostowanych korytach”.
Podsumowanie: Co dalej z rybami na Podkarpaciu?
Problem braku ryb na Podkarpaciu nie ma jednej przyczyny. Choć ekspansja kormorana jest faktem i realnym obciążeniem dla ekosystemu, równie istotne są czynniki ludzkie: od jakości ścieków po sposób zarządzania związkiem wędkarskim. Rozwiązanie prawdopodobnie leży pośrodku – w kontrolowanej redukcji populacji ptaków w miejscach najbardziej wrażliwych, połączonej z intensywną walką o czystość rzek i przywracaniem naturalnych tarlisk.
Jedno jest pewne: emocje nad Sanem i Wisłoką nie opadną, dopóki wędkarze nie zobaczą w wodzie ławicy ryb, a nie tylko czarnych sylwetek nurkujących ptaków.























