Był czas, gdy zima naprawdę była zimą. Mróz szczypał w policzki, śnieg skrzypiał pod butami, a dzieciństwo miało zapach mokrych rękawic i dźwięk stalowych łyżew sunących po lodzie. Dla nas – ze Świerczewskiego – sercem każdej zimy było jedno miejsce. Lodowisko.

Dziś trudno w to uwierzyć, ale bloki przy dawnej ulicy Świerczewskiego były kiedyś końcem miasta. Dalej rozciągały się pola, błoto i nieliczne domy. Jednak właśnie tam, na tym „końcu świata”, działo się więcej niż gdziekolwiek indziej. Gdy tylko temperatura spadała poniżej zera, wylewano wodę i po kilku dniach powstawała tafla, która przyciągała dzieciaki z całej Dębicy.
Zima, mróz i życie na lodzie
Lodowisko żyło od rana do wieczora. Każda wolna chwila była pretekstem, by wskoczyć w łyżwy. Nikt nie pytał o pogodę – im większy mróz, tym lepiej. Czapki naciągnięte na uszy, szaliki owinięte byle jak, czerwone nosy i wieczny pośpiech, by zdążyć na kolejne okrążenie lodu.
Zimą nikt nie siedział w domu. Telewizja była tłem, a nie celem. Prawdziwe życie było na dworze – na lodowisku, gdzie uczyliśmy się równowagi, wytrwałości i tego, że upadki są po to, by wstawać i jechać dalej.

WF na lodzie i za ciasne łyżwy
Szkoła Podstawowa nr 2 była wtedy miejscem, z którego niemal biegiem ruszało się na zajęcia wychowania fizycznego… prosto na lodowisko. Klasy sportowe, hokejowe treningi i lekcje WF-u na lodzie były codziennością. Czasem trzeba było w kilka minut dobiec ze szkoły, a spóźnienie oznaczało dodatkowe okrążenia.
Łyżwy były szkolne, wspólne, często niedopasowane. Kto był pierwszy – miał szczęście. Kto dotarł później, zakładał to, co zostało. Za ciasne, twarde, obcierające. Ale nikt nie marudził. Bo jazda na lodzie była ważniejsza niż komfort. Stopy bolały, ale serce się cieszyło.
Hokej, figury i zimowa duma
Chłopaki marzyli o hokeju. Nie bez powodu – dębicka drużyna była wtedy powodem do dumy, a chętnych do treningów nie brakowało. Dziewczyny z kolei uczyły się jazdy figurowej. Sunęły po lodzie lekko, pewnie, z gracją, której zazdrościli im wszyscy.
Dziś te dziewczyny to dojrzałe kobiety. Często można je spotkać na współczesnych lodowiskach – uczą swoje dzieci, a czasem już wnuki. Bo jazdy na łyżwach się nie zapomina. To zostaje na całe życie.

Gdy lodu nie było
Kiedy zima odpuszczała, a lodowisko znikało, zaczynały się marszobiegi po okolicznych drogach. Błoto, kurz, pot i zmęczenie – ale też hart ducha, którego dziś tak brakuje. A wieczorami młodzież spotykała się w „Klubie”. Miejscu, które miało swój klimat i swoją legendę. Było azylem na długie, zimowe wieczory, gdy nie dało się już jeździć na lodzie.
Zostały wspomnienia
Dziś Świerczewskiego już nie ma – jest Sobieskiego. Nie ma lodowiska, nie ma „Klubu”, szkoła ma innego patrona. Czasy się zmieniły. Ale wspomnienia zostały. Zimy, które były białe. Mrozy, które szczypały w twarz. Lodowisko, które było całym światem. I my – dzieciaki ze Świerczewskiego – którzy do dziś, gdy widzą lód, czują w sercu coś znajomego.























