Dla jednych zwykły miejski potok, dla innych – kraina niekończących się przygód. Dziś trudno w to uwierzyć, ale jeszcze kilkadziesiąt lat temu rzeczka przy ulicy Konarskiego w Dębicy była miejscem, gdzie rodziły się marzenia o dalekich podróżach, odbywały się morskie bitwy i codziennie przeżywano emocje większe niż w niejednym filmie.

Wracając ze Szkoły Podstawowej nr 3, dzieci z osiedla Głowackiego niemal zawsze wybierały drogę „przez pola”. Choć była dłuższa, błotnista i pełna niespodzianek, dawała coś, czego nie miała zwykła droga chodnikiem – prawdziwą przygodę.
Ucieczka przed rozwścieczonym gospodarzem
Na trasie czekała jedna z największych atrakcji… a jednocześnie największy postrach. Gospodarz, który pilnował swoich pól, miał zwyczaj wybiegać z psami i gonić przechodzące dzieci. Strach był ogromny, a rekordy szybkości bicia serca i sprintu padały niemal każdego dnia. Zdarzało się, że przerażone dzieci rzucały tornistry, wierząc, że dzięki temu zdołają uciec. Mimo tego następnego dnia znów wybierały tę samą drogę.
Bitwy morskie na puszki po konserwach
Prawdziwym sercem tej dziecięcej krainy była jednak rzeczka. Latem zamieniała się w pole wielkich morskich bitew. Po wodzie płynęły puszki po konserwach udające statki wojenne, pancerniki i żaglowce. Dzieci ostrzeliwały je z proc, rzucały kamieniami i urządzały widowiskowe „bitwy”. Największym powodzeniem cieszyły się puszki po szynkach z Zakładów Mięsnych oraz własnoręcznie budowane okręty z pianki pochodzącej z budów Igloopolu. Niektóre jednostki… dla jeszcze większego efektu były nawet podpalane.
Skok albo kąpiel
Każdy chłopak chciał udowodnić swoją odwagę, przeskakując rzeczkę w najwęższych i najszerszych miejscach. Nie wszystkim się udawało. Wpadnięcie do zimnej wody było niemal obowiązkowym etapem dorastania. Mokre ubrania oznaczały później reprymendę w domu, ale już następnego dnia wszyscy wracali nad wodę.
Zimą królował lód
Gdy przychodziły mrozy, rzeczka zmieniała się w lodową krainę. Uzbrojeni w stalowe pręty i grube kije młodzi mieszkańcy rozbijali taflę lodu, sprawdzając jej wytrzymałość. Czasem kończyło się to kąpielą w lodowatej wodzie, ale nikogo to nie zniechęcało. To były czasy, gdy dzieci spędzały całe dnie na świeżym powietrzu, a wyobraźnia zastępowała komputery i telefony.

Dziś została tylko betonowa rynna
Dzisiejszy widok trudno porównać z dawnym. Rzeczka została uregulowana i zamknięta w betonowym korycie. Zniknęły stare drzewa, zakola, nory piżmaków i miejsca dziecięcych zabaw. Co więcej, podczas gwałtownych ulew kanał potrafi błyskawicznie wypełnić się wodą i stać się bardzo niebezpieczny. Stromy betonowy brzeg oraz silny nurt mogą stanowić śmiertelne zagrożenie. Dla starszych mieszkańców Dębicy ta rzeczka pozostanie jednak symbolem beztroskiego dzieciństwa. To właśnie tutaj rodziły się pierwsze marzenia o wielkich podróżach, uczyło się odwagi i przeżywało przygody, których dzisiejsze pokolenie może już nigdy nie doświadczyć.
Krzysztof Czuchra
Fot. Barbara Markiewska























