Niecodzienna interwencja służb miała miejsce na terenie powiatu dębickiego. Ktoś zgłosił, że właściciel prywatnej posesji rozpalił ognisko. Na miejsce ruszyli strażacy i policjanci. Ostatecznie okazało się, że większy problem znajdował się… po drugiej stronie zgłoszenia.
Wszystko zaczęło się od informacji o tym, że na jednej z prywatnych posesji właściciel miał palić ognisko. Zgłoszenie potraktowano poważnie, więc na miejsce skierowano straż pożarną oraz policję. Służby pojawiły się na miejscu, gotowe sprawdzić, czy rzeczywiście doszło do nielegalnego palenia ogniska. Tymczasem po ogniu nie było już śladu. Strażacy nie stwierdzili pożaru ani zagrożenia. Policjanci zaczęli więc ustalać, co tak naprawdę wydarzyło się na posesji.
Jak się okazało, właściciel nieruchomości rzeczywiście korzystał z żywego ognia, ale w bardzo prozaicznym celu – podgrzał sobie jedzenie. Wszystko wskazuje więc na to, że zamiast wielkiego ogniska była po prostu forma przygotowania posiłku, być może grillowanie. Na tym jednak interwencja się nie skończyła.
Funkcjonariusze zainteresowali się bowiem osobą, która zawiadomiła służby. Podczas rozmowy okazało się, że zgłaszający znajduje się pod wpływem alkoholu. I tym razem to nie właściciel posesji miał powody do obaw. Efekt całej interwencji? 500 zł mandatu dla zgłaszającego.
Historia pokazuje, że czasami warto dobrze sprawdzić, co właściwie widzimy, zanim podniesiemy alarm. Bo można wezwać straż do „płonącego ogniska”, a ostatecznie samemu wrócić do domu z mandatem. Strażacy i policjanci pojechali sprawdzić ognisko, którego nie było, a zgłoszenie zakończyło się dość przewrotnie – zamiast gaszenia ognia było… gaszenie emocji i 500 zł mniej w kieszeni zgłaszającego.























