Jeszcze pod koniec XX wieku kuropatwa była w powiecie dębickim ptakiem powszechnym. Starsi rolnicy i mieszkańcy wsi wspominają, że stadka tych ptaków można było spotkać niemal codziennie – na miedzach, przy polnych drogach, wśród zbóż i ugorów. Żyraków, Zasów, Mokre, Nagoszyn, ale też Róża, Wiewiórka w gminie Czarna, Grabiny, Straszęcin, Przyborów, Chotowa, Głowaczowa, a także okolice Pilzna i Łęk Górnych czy Dolnych – to były naturalne bastiony kuropatwy. Dziś? Nawet doświadczeni obserwatorzy przyrody mówią wprost: spotkanie kuropatwy graniczy z cudem.
To nie zniknięcie nagłe. To ciche wycofywanie się ptaka, który przez dziesięciolecia był symbolem wiejskiego krajobrazu.
Krajobraz, który przestał być gościnny
Kuropatwa nie potrzebuje rezerwatów ani lasów. Jej domem były miedze, zarośla, pasy traw, niewielkie pola i mozaikowy krajobraz – dokładnie taki, jaki jeszcze 30–40 lat temu dominował w gminach powiatu dębickiego. Gospodarstwa były mniejsze, pola rozdrobnione, a pomiędzy nimi zostawiano naturalne granice: krzewy, chwasty, nieużytki. To tam kuropatwy zakładały gniazda i znajdowały schronienie.
Dziś ten krajobraz w wielu miejscach został „wygładzony”. Miedze zniknęły, krzewy wycięto, pola scalono. W ich miejsce pojawiły się wielkie, jednorodne połacie zbóż lub kukurydzy. Dla nowoczesnego rolnictwa to postęp. Dla kuropatwy – katastrofa.

Chemia, cisza i głód
Jeszcze w latach 80. i 90. XX wieku na polach w Żyrakowie, Straszęcinie czy Chotowej roiło się od owadów. To one były podstawowym pokarmem piskląt kuropatw. Dziś intensywne stosowanie środków ochrony roślin sprawiło, że owadów dramatycznie ubyło. Młode ptaki, nawet jeśli się wyklują, często nie mają czym się pożywić.
Do tego dochodzi szybkie i wczesne koszenie. Gniazda zakładane na ziemi giną pod ostrzami kosiarek, a ptaki nie mają gdzie uciec – otwarte pole nie daje schronienia. Dawniej pozostawiano nieskoszone pasy, dziś liczy się każdy hektar.

Zima, która nie wybacza
Kuropatwa potrafi przetrwać mróz, ale potrzebuje osłony. Kiedyś dawały ją zarośla, stogi siana, rowy pełne traw. Dziś zimą ptaki stoją na odkrytej przestrzeni, narażone na wiatr i głód. Coraz częstsze marznące deszcze i gwałtowne odwilże tylko pogarszają sytuację. Lęgi giną wiosną, a zimą ptaki nie dożywają kolejnego sezonu.

Drapieżniki korzystają z pustki
Lis, kuna, kruk, ale też bezpańskie psy i koty – wszystkie te drapieżniki były obecne zawsze. Różnica polega na tym, że kiedyś kuropatwa miała gdzie się schować. Dziś, na otwartym polu, jest łatwym celem. To nie wzrost liczby drapieżników jest głównym problemem, lecz brak naturalnych kryjówek, które zniknęły razem z miedzami i zaroślami.
Nie strzelba, lecz zmiany cywilizacyjne
Wbrew obiegowym opiniom, kuropatwy nie zniknęły przez polowania. Już pod koniec XX wieku ich odstrzał był symboliczny, a obecnie praktycznie nie istnieje. Kuropatwy przegrały z tempem zmian cywilizacyjnych, które z dnia na dzień uczyniły wieś miejscem coraz mniej przyjaznym dzikiej przyrodzie.
Czy da się je jeszcze uratować?
Przyrodnicy są ostrożnymi optymistami. Kuropatwa to gatunek, który szybko wraca, jeśli tylko stworzy się mu warunki. Wystarczy zostawić pasy niekoszonej trawy, odtworzyć miedze, ograniczyć chemię, posadzić śródpolne krzewy. To niewielkie zmiany, ale dla ptaka – różnica między życiem a zniknięciem.
Bo kuropatwa to nie tylko ptak. To symbol dawnej wsi, tej z Żyrakowa, Zasowa, Wiewiórki, Grabin czy Pilzna – wsi, w której natura była częścią codzienności. Jeśli zniknie całkowicie, zniknie kolejny fragment krajobrazu, który wielu mieszkańców powiatu dębickiego nosi już tylko we wspomnieniach.























