Data publikacj: 08.03.2026
godzina: 16.35
To były chwile grozy, które postawiły na nogi wszystkie służby w Mielcu! Syreny, łodzie ratunkowe i policjanci przeczesujący brzegi Wisłoki – w niedzielne popołudnie oczy wszystkich zwrócone były na mętne wody rzeki. Szukano 40-latka, który miał walczyć o życie w odmętach. Prawda okazała się jednak bardziej zaskakująca, niż ktokolwiek przypuszczał!
MOBILIZACJA SŁUŻB: CZY DOSZŁO DO TRAGEDII?
Wszystko zaczęło się od mrożącego krew w żyłach zgłoszenia. Istniało uzasadnione podejrzenie, że mężczyzna po 40. roku życia, znajdujący się w trudnym stanie psychicznym, mógł wpaść do Wisłoki w rejonie Woli Mieleckiej.
RZEKA PRZECZESYWANA METR PO METRZE
Mundurowi nie tracili ani sekundy. Do akcji wprowadzono specjalistyczny sprzęt i łodzie. Ratownicy w napięciu sprawdzali każdy centymetr rzeki między Wolą Mielecką a Rzędzianowicami. Atmosfera gęstniała z każdą minutą, a najczarniejsze scenariusze wydawały się niemal pewne.
SZOKUJĄCY FINAŁ – ODNALEZIONY 130 KM DALEJ!
Gdy ratownicy szykowali się na najgorsze, nadszedł niespodziewany komunikat. Tuż po godzinie 15:00 akcja została nagle przerwana. Powód? Śledczy dokonali niebywałego odkrycia! Okazało się, że poszukiwany mężczyzna jest w Krakowie. Cały i zdrowy.
Źródło: Policja.pl, hejMielec.pl























