Cmentarz choleryczny w Bobrowej

Cmentarz choleryczny w Bobrowej kilka lat temu został dosłownie „wskrzeszony”. Przez długie lata o miejscu pochówku zmarłych na cholerę mieszkańców Bobrowej nie pamiętano, a czas i przyroda robiły swoje. Cmentarz zarósł krzewami i drzewami, z grobów pozostały tylko niewielkie kopce, ledwie wystające ponad powierzchnię ziemi.

– Znałem to miejsce. Gdy byłem dzieckiem przyjeżdżałem tu z rodzicami do pracy w polu – mówi pochodzący z Korzeniowa Mieczysław Wójtowicz. – Wchodziłem w te krzaki, widziałem tam przewrócony krzyż i małe pagórki grobów wystające z ziemi. Później, gdy się ożeniłem w pobliżu cmentarza wybudowałem dom. Fakt, że cmentarz praktycznie ginął na moich oczach nie dawał mi spokoju. Do dziś mieszkańcy Bobrowej pielgrzymują do Matki Boskiej Zawadzkiej dziękując za ocalenie od epidemii cholery, a cmentarz tych, którzy przez nią zmarli ulegał zapomnieniu.
Pan Mieczysław wspólnie z nieżyjącym już bratem Bronisławem oraz przy pomocy Edwarda Partacza z Korzeniowa podjęli się trudu odbudowy cmentarza. – Mieliśmy kłopot z jednym z gospodarzy, którego pole sąsiadowało z cmentarzem – wspomina pan Mieczysław. – Człowiek ten rok po roku podorywał teren cmentarza i stopniowo go sobie przywłaszczał. Rosły tam dwa potężne dęby, ich konary stopniowo odcinał, aż któregoś roku ściął oba drzewa. Bardzo mu się nie podobało, że karczujemy tam krzaki i odnawiamy cmentarz. Trwało to kilka miesięcy. Wiosną postanowiliśmy obsadzić wokół cmentarza świerki. Leśniczy pozwolił nam je ukopać w lesie. W maju posadziliśmy je „w podkówkę” opasując szpalerem świerków cmentarz. Dwa miesiące później wspominany gospodarz wyciął je od strony swojego pola. Było to akurat przed pierwszą mszą na odnowionym cmentarzu. Znalazłem je potem rzucone kilkaset metrów dalej, w zbożu. Mimo trudności cmentarz został przywrócony do stanu świetności. Stolarz z Bobrowej zrobił dębowy krzyż. Nazwiska zmarłych udało się znaleźć w księdze zmarłych w kościele w Nagoszynie. Pan Mieczysław umieścił je na metalowych tabliczkach, przymocowanych do kamieni. Kamienie przywoził znad Wisłoki, z miejsca, gdzie umacniano koryto rzeki podczas budowy gazociągu. Pierwszą mszę św. na odnowionym cmentarzu odprawił ks. Stanisław Kurczab. Przybyło na nią wielu mieszkańców Bobrowej i Korzeniowa. Cmentarz kiedyś miał kształt prostokąta, niestety jeden z jego boków został „odorany” i dziś nie ma granic cmentarza. Cmentarz znajduje się przy drodze prowadzącej do Przecławia i jest jednym z nielicznych tego typu obiektów, które przetrwały do naszych czasów.

W 1873 roku Bobrową, Bobrową Wolę i okoliczne wsie nawiedziła dwukrotnie epidemia cholery. Po raz pierwszy podczas żniw, zmarło wtedy ok. 40 osób, drugi – w jesieni, tym razem epidemia zabrała 10 osób. Zmarłych pochowano na oddzielnym cmentarzu, nazywanym obecnie “cholerycznym”. Podczas epidemii mieszkańcy Bobrowej poszli pieszo do Sanktuarium Matki Bożej w Zawadzie, prosząc Maryję o pomoc. Od tej pory co roku, w pierwszą niedzielę maja, mieszkańcy Bobrowej i Nagoszyna udają się z pieszą pielgrzymką do zawadzkiego Sanktuarium.

Krzysztof Czuchra/ziemiadebicka.pl 2013