Dębica 13 Grudnia 1981. Mój stan wojenny

13 grudnia 1981 roku miałem 12 lat i byłem uczniem Szkoły Podstawowej nr 2 im. Gen. Karola Świerczewskiego w Dębicy. Z tych czasów pamiętam pewne rozdwojenie rzeczywistości w jakiej żyliśmy. W szkole i ówczesnych mediach gloryfikowano Związek Radziecki i piętnowano awanturników z Solidarności. Z okazji rocznicy Rewolucji Październikowej odbywały się uroczyste apele a Pierwszego Maja obowiązkowo musieliśmy uczestniczyć w pochodach. W domu natomiast nastroje panowały zupełnie inne – otwarcie mówiono, że ZSRR to państwo bandyckie a komuniści rządzący w Polsce to ich pachołki. Jak większość moich rówieśników byliśmy „politycznie zaangażowani” – opowiadaliśmy dowcipy na temat partyjnych dygnitarzy, a szkolne zeszyty wyrysowane były symbolami Solidarności. Wolne popołudnia spędzaliśmy w kolejkach. Masło sprzedawano wówczas dwa razy dziennie o godzinie 8.00 i 16.00. Lekcję kończyliśmy o 12-13 i zaraz po nich biegliśmy do sklepu. Tam czekało się w kolejce te dwie lub trzy godziny by kupić kostkę masła. Kolejka szybko szła, każdy brał tylko masło, bo niczego innego nie było. Jeżeli miało się szczęście to można było kolejkę zaliczyć dwa razy i tym samym kupić dwie kostki. To jednak zdarzało się bardzo rzadko.

W piątki obowiązkowe były kolejki po chleb. W Dębicy kupno chleba w tym czasie zawsze było problemem. Aby zrobić zapas na sobotę i niedzielę trzeba było swoje odstać. Dobry chleb można był w trzech piekarniach: u Roztoczyńskiego koło Komitetu PZRP, u Urbana i na ul. Piekarskiej. Ten sprzedawany w sklepach społemowskich był fatalnej jakości i jadło się go w ostateczności.

Zupełnie inną rzeczywistością był zakup mięsa i wędlin. Aby kupić cokolwiek trzeba było wstać wcześnie rano, lub nocować pod sklepem. Wtedy była szansa, że uda się kupić nędzny kartkowy przydział.

W takiej rzeczywistości przyszła zima 1981 roku. Mrozy były potężne i często wyłączano prąd. Wtedy przestawało działać centralne ogrzewanie i mieszkania w blokach dogrzewano kuchenkami gazowymi. W sobotę 12 grudnia z naszej, dziecinnej perspektywy nic nie zapowiadało jakich złych wydarzeń. W Dzienniku Telewizyjnym jak zwykle pochwalono Związek Radziecki i obrzucono błotem USA i Solidarność. Wieczorem obejrzeliśmy jakiś film, dziś nie pamiętam jaki, ale raczej pewne jest, że był on produkcji radzieckiej jak większość filmów emitowanych w tych czasach w telewizji.

W niedzielę rano pierwszym szokiem był brak programu telewizyjnego. Pamiętam jak majstrowaliśmy przy antenie licząc, że uda się przywrócić obraz. Na teleranek czekało się cały tydzień, a tu nagle się okazało, że go nie ma. Większej podłości władza dzieciakom zrobić nie mogła. Nikt nie wiedział co się dzieje. Dopiero tata, który wrócił z kościoła powiedział nam, że właśnie wprowadzono stan wojenny.

To był szok. Głuche telefony, aresztowania w kraju, zakaz opuszczania miasta, na afiszach złowrogie słowo „kara śmierci” za to czy tamto przewinienie. Odwołano zajęcia w szkołach. Wszyscy musieli posiadać dokumenty tożsamości, nawet takie dzieciaki jak ja. Na ulicach pojawiło się wojsko. Swoją pierwszą kontrolę przeżyłem w autobusie wracając od babci. Tuż za mostem na ulicy Kościuszki stał wojskowy patrol. Zatrzymał pojazd i do środka wszedł uzbrojony żołnierz z karabinem na plecach. Od każdego żądał dokumentów. Długo przyglądał się mojej legitymacji szkolnej, patrzył na mnie i na zdjęcie, sprawdzał pieczątki. Na szczęście wszystko było w porządku. Ktoś miał mniej szczęścia i zabrano go z autobusu. Nie wiem co się z nim stało.

Blokada informacji była totalna. O tym co działo się w kraju dowiadywano się z Radia Wolna Europa. O tym co działo się w samej Dębicy mówiono z ust do ust. Właśnie z RWE dowiedzieliśmy się o tragedii w kopalni Wujek, że strzelano do górników.

Nie wiem skąd, ale wszyscy mieliśmy wewnętrzne przekonanie, że komuna się wcześniej czy później musi upaść. Nikt jednak nie przypuszczał, że potrwa to tak długo. Na duchu podtrzymywały nas hasła jakie nieznani „sprawcy” wypisywali na murach. „WRON-a skona, Orła nie pokona” – tak brzmiało jedno z nich. Wtedy nikt nie przypuszczał, że będzie konać długich 8 lat.

Wiem, że dla wielu tamte czasy były lepsze. Bo byliśmy młodsi, piękniejsi i prawie jednakowo zamożni. Łatwiej było o mieszkanie, bo nie kosztowało ono prawie nic lub otrzymywało się je za grosze. Bezrobocie znano tylko z doniesień prasowych i dotyczyło ono „zgniłego” zachodu. Ale gdyby spytać tych, którzy z nostalgią wspominają czasy PRL, czy chcieliby aby ich dzieci żyły tak jak oni jeszcze kilkanaście lat temu ciekaw jestem ilu życzyłoby swoim pociechom takiej przyszłości.

A Państwo jak wspominają 13 grudnia 1981 roku ?

Krzysztof Czuchra