Dębicki wrzesień 1939

Tuż przed wojną 1939 roku powiat dębicki zmieniał się stopniowo w powiat rolniczo – przemysłowy dzięki włączeniu jego obszaru do Centralnego Okręgu Przemysłowego. W wyniku tego powstały zakłady przemysłowe kształtujące przyszły wizerunek miasta. To – jak również krzyżujące się dwa szlaki komunikacyjne łączące wschodnie i zachodnie tereny Polski wpłynęły bezpośrednio na wojenne losy Dębicy.

Miasto jako ważny węzeł kolejowy znalazło się pod szczególną „opieką” okupanta. Od samego też początku wojny, bo już 8 września 1939 okupant rozpoczął wprowadzanie niemieckiego ładu na terenie miasta i okolic we wszystkich niemal dziedzinach życia.

Pierwsze bomby spadły na Dębicę już 2 września. Miasto było ważnym węzłem przy magistrali Kraków – Lwów, dlatego też zrozumiałe było, że musiało stać się celem ataków niemieckiego lotnictwa. Dębica była bombardowana przez kilka dni. Zginęło wiele osób, wiele też zostało rannych. Już w pierwszych dniach bombardowania zginął m. in. prof. dębickiego gimnazjum Ludwik Kita. Od zrzuconych bomb zapaliło się wiele budynków. Paliła się Składnica Kółek Rolniczych. Ludzie uciekali, chroniąc się w drzwiach budynków, które również paliły się wskutek bombardowania. Uciekająca ludność była ostrzeliwana z przelatujących nisko niemieckich samolotów.

Miasto ogarnęło przerażenie i panika. Ludzie pakowali cenniejsze i najpotrzebniejsze rzeczy i zostawiając niejednokrotnie cały dobytek, chronili się w lasach. Do czasów dzisiejszych zachowały się jeszcze ślady lepianek i okopów. Dębickie lasy dawały schronienie nie tylko ludności cywilnej, ale były również bazą wypadową zbrojnych oddziałów broniących ziemi dębickiej.

Już 8 września we wczesnych godzinach rannych wtoczyły się do miasta pierwsze czołgi niemieckie, kolumny samochodów pancernych. Oddziały polskie broniły jeszcze miasta, lecz wnet zmuszone były do wycofanie się w kierunku Machowej i Pilzna, gdzie stawiały jeszcze opór przez jakiś czas.
W mieście okupant rozpoczął swe rządy od wprowadzenia niemieckich kierowników do polskich jeszcze urzędów. Zachowano wprawdzie wszystkie polskie urzędy, sądownictwo i tzw. granatową policję, ale kierownikami byli przede wszystkim Niemcy, a językiem urzędowym język niemiecki. Jeszcze na początku tolerowano język polski, posługując się gdzieniegdzie tłumaczami, ale szybko i to zmieniono.

Bardzo szybko zaczęto przygotowywać pomieszczenia więzienne.  W budynku Sądu Powiatowego przy ulicy Rzeszowskiej, która wtedy nosiła nazwę ul. Mickiewicza ulokowano więzienie śledcze. Tutaj okupant przetrzymywał więźniów w okresie wstępnych dochodzeń. Znajdowali się tu ludzie aresztowani przez gestapo, żandarmerię i policję kryminalną. Po ukończeniu wstępnych dochodzeń połączonych z torturami, więźniów odsyłano do więzienia w Rzeszowie lub Tarnowie, albo wywożono na cmentarz żydowski i tam mordowano.

Żandarmeria również miała swój areszt śledczy. Mieścił się on w starym pożydowskim budynku przy ulicy Jana III Sobieskiego, noszącej wtedy nazwę Beskidów. Piwnice przerobiono na cele więzienne, dostosowane do torturowania więźniów, wyposażone w narzędzia tortur oraz okowy do zakuwania. Drugi budynek zajmowały pomieszczenie biurowe żandarmerii. Tutaj również przystosowano podobnie piwnice, a obydwa budynki połączono ze sobą wysokim parkanem.

Areszt śledczy Gestapo był zainstalowany przy ul. Kościuszki w budynku, w którym przed wojną mieszkał doktor praw, profesor dębickiego gimnazjum Alojzy Buszko. Budynek Gestapo był używany w tzw. wyjątkowych przypadkach, na doraźne potrzeby. W późniejszym terminie, gdy powstawało getto w Dębicy, brama getta wychodziła prosto na budynek Gestapo.

Istniał jeszcze jeden areszt. Był to areszt śledczy Bahnschutzów czyli policji kolejowej. Znajdował się w piwnicach budynku przy ulicy Głowackiego obok stacji kolejowej. Przetrzymywano tu i torturowano, a następnie mordowano podróżnych ujętych na kolei. Byli oni rzekomo zwalniani, ale tak naprawdę wyprowadzano ich na tzw. „książe łąki” rozciągające się po drugiej stronie torów, z tyłu na budynkiem aresztu śledczego.

Wyprowadzonych puszczano wolno, a bahnschutz stojący na balkonie tego budynku strzelał do uciekających. Zamordowano w ten sposób wiele osób, a nazwa „książe łąki” wymieniane była ze strachem przez długi jeszcze okres czasu.
Po przygotowaniu więzień okupant przystąpił do kolejnego etapu porządków w mieście. Zarządzono rejestrację wszystkich mieszkańców powiatu. Pojawiły się wtedy szczególne dowody osobiste czyli tzw. kenkarty. Ich kopie wraz z fotografiami i odciskami palców przechowywano w aktach urzędowych. Niewiele osób wiedziało, że Niemcy zaszyfrowali w kentach ważną dla siebie informację na temat posiadacza tego dokumentu. Na pieczątce wewnątrz kenkarty znajdował się numer. Osoba, która posiadała jedynkę lub dwójkę była szczególnie niebezpieczna dla III Rzeszy. Jeśli w czasie łapanki (zwłaszcza po jakiejś akcji dywersyjnej) osoba taka wpadła w ręce niemieckie, często od razu była rozstrzeliwana.

Przy ulicy Bojanowskiego noszącej wtedy nazwę Wilusza znajdował się Arbeitsamt czyli niemiecki Urząd Pracy. Tutaj musieli się meldować wszyscy zdolni do pracy. Przydzielono ich do pracy w Generalnym Gubernatorstwie lub wywożono na przymusowe roboty do Niemiec.
Na żywność wprowadzono kartki. Pojawił się czarny ciężki chleb, który był racjonowany. W okolicznych wioskach każde gospodarstwo obłożono kontyngentem czyli obowiązkiem dostawy płodów rolnych i mleka oraz zwierząt. Rekwirowano zwierzęta, zakazano uboju pod karą śmierci lub wywozu do obozu. Na wszelkie próby handlu mięsem, cukrem, słoniną okupant odpowiadał obławami na pociągi, rewizjami, łapankami i publicznymi egzekucjami. Aresztowania, pacyfikacje, masowe mordy stały się obrazem codzienności. Na słupach coraz częściej pojawiały się dwujęzyczne obwieszczenia z nazwiskami osób skazywanych na rozstrzelanie. Dla Dębicy i jej mieszkańców nastały ciężkie i krwawe dni okupacji. W bardzo krótkim czasie „wyrósł” w pobliżu miasta obóz jeniecki i obóz pracy przymusowej, mieszkańcy znajdowali się pod silnym nadzorem policyjnym. Terror miał zabezpieczyć ład i niemiecki porządek oraz realizację celów polityki okupanta. Cień trupiej czaszki szeroko rozpościerał się na całą ziemię dębicką.

Artykuł autorstwa Lidii Górskiej ukazał się w miesięczniku Ziemia Dębicka 9/2001

Podziel się z innymi
0Shares
0 0