-->

Jak we Lwowie kasjerka Tatiana, co handlowała z polskimi turystami dostała trzy lata „tiurmy”

W czasach Związku Radzieckiego do Lwowa na handel jeździło tysiące Polaków.

Mieliśmy dojście do zakupu po bardzo dobrym kursie rubli u Tatiany w Intiruście Lwów. Wzięliśmy ze sobą dość dużo polskich pieniędzy, które przewieźliśmy ukryte w siedzeniach mojej Warszawy. Zakupiliśmy około 5100 rubli z przeznaczeniem na zakup brylantu w Stryju.
-Słuchajcie chłopy, jest fajny zakup złota lub brylantu. Widziałem taki piękny brylant w Stryju. Tylko słuchajcie, jak wpadniemy na przemycie i zabiorą mi auto, a auto kosztuje 60 000 zł i to jest moje źródło utrzymania, kupujecie mi taką samą Warszawę. Składamy się po 20 000zł. Zgoda? – zaproponowałem moich towarzyszom.
-Zgoda! – przybiliśmy piątki.

Było nas wówczas trzech: Jurek, który dziś chyba jest w Ameryce, Zygmunt i ja. Pojechaliśmy. Wkręciliśmy w siedzenie tych polskich złotych chyba parę tysięcy. W Hotelu „Internacjonalnym” zrobiliśmy wymianę. Mieliśmy radzieckiej waluty dużo, bo 5150 rubli a, tyle kosztowała wtedy nowa Wołga. No i pojechaliśmy do Stryja. Samochód zaparkowałem tak bardziej na uboczu, żeby nie był zbyt widoczny. Poszedłem do sklepu i kupiłem ten brylant. Nogi strasznie mi się trzęsły, bo jak by mnie złapali z tym brylantem to bym siedział w Tiurmie nie wiem ile, bo jak im bym wytłumaczył skąd wziąłem tyle pieniędzy, żeby kupić taki klejnot. Wróciłem do samochodu, odjechałem na bok i włożyłem ten brylant do schowka. Z duszą na ramieniu wracałem do Polski. Umówiliśmy się z chłopakami, że wszystko robimy we trzech: we trzech zarabiamy, we trzech się składamy i gdyby mi samochód zabrali we trzech tracimy. Szczęśliwie udało nam się przejechać granicę i wrócić do domu. Nasza radość nie miała granic.
Z tym brylantem pojechaliśmy na Szewską do Krakowa. Tam u jubilera zostawiliśmy go w komisie do sprzedaży. Za tydzień kupił go górnik, dyrektor kopalni dla żony na Barbórkę. Zarobiliśmy za ten brylant równowartość nowiutkiego, dużego fiata, takie było przebicie. Mocno nam ten interes podratował biznes. Potem jeszcze kilka razy pojechaliśmy i też dobrze zarobiliśmy, ale później już zaczęło się to eldorado kończyć.

Pojechałem tam jeszcze raz z moją żoną Wandą, już po ślubie. Wziąłem trochę pieniędzy i pomyślałem, że nie będziemy brać ze sobą tych jeansów i innych drobiazgów, tylko we dwoje z żoną zabierając tylko gotówkę pojedziemy. Na miejscu poszliśmy do tego hotelu Inturiust w którym było to biuro wymiany pieniędzy. Wchodzę, patrzę, a tam nie ma mojej znajomej kasjerki Tatiany, która wymieniała mi pieniądze. Pytam się o nią, a wtedy sprzątaczka, która myła podłogę miotłą, szturchnęła mnie w nogę, żebym wyszedł z tego biura. Zaskoczony wyszedłem na korytarz.

– Ubierzaj, ubierzaj, Tatiana dostała 3 lata tiurmy – mówiła szeptem oglądając się czujnie na boki. Okazało się, że w biurze odkryli, że ona tam machloiła coś w papierach. Jak się dowiedziałem, że ona dostała te 3 lata paki to stwierdziłem, że trzeba się z tego wycofać i nie ma tam po co jeździć. Bo to nie tylko nerwy były, ale i groźba kryminału, a w sowieckim raju kryminał to mi się wcale nie uśmiechał. Dziewczyna poszła na 3 lata do więzienia. Szkoda jej bo to była bardzo sympatyczna osoba. Dziś o tym myślę, że to był bardzo dobry, ale niebezpieczny biznes. W końcu zdecydowałem, że kończę z tym jeżdżeniem, bo za dużo kosztuje to nerwów i szkoda zdrowia.

Opowiadanie pochodzi z ksiażki Stanisława Jarosza „Z fantazją przez życie”.

Podziel się z innymi
0Shares
0 0