-->

My, ze Świerczewskiego. To była nasza kraina szczęśliwego dzieciństwa.

Osiedle Świerczewskiego kiedyś było już na peryferiach miasta. Za blokami rozciągały się pola uprawne i rzadka zabudowa. Wiosną i latem dzieciaków z osiedla kusiły okolice – maleńka rzeczka płynąca z pobliskich gór, staw koło lodowiska i potok Gawrzyłowski. Wtedy to były „dzikie i groźne rzeki”. Miejsca gdzie przeżywano niesamowite przygody.

Osiedle Świerczewskiego nie było zbyt przyjazne dla obcych, ale swoi mogli czuć się w miarę bezpieczni. Tym bardziej, że był to prawie koniec miasta z relatywnie rzadką zabudową. Znali się prawie wszyscy. Dzieciaki były bezpieczne, bo „oprychy” nie wpuszczały na ten teren obcych i byli swoistym gwarantem bezpieczeństwa. Dziecaki latem i wiosną organizowały wyprawy „w nieznane” i przeżywały niesamowite przygody na terenach, które z okien mieszkań w blokach mogli obserwować ich rodzice. Dla nich to były groźne puszcze, gdzie żyły mrożące krew w żyłach potwory.

Latem fascynowała ich  woda. Niewielki strumyk płynący z gór, którego koryto znajdowało się na miejscu gdzie dziś jest Galeria Dębicka kusił i rozbudzał wyobraźnię. Rzeczka nie była duża, pływać się w niej nie dało, ale pozwalała na wiele szaleństw. Woda rzadko sięgała do  kolan, chyba że padał deszcz. Wtedy stawała się naprawdę groźna.

Ulubionym zajęciem chłopaków było puszczanie puszek po konserwach do których rzucało się kamieniami. Wygrywał ten, którego kamień zatopił puszkę. Czasem, żeby zabawę uatrakcyjnić do puszki nalewało się rozpuszczalnik czy denaturat i podpalało. Rzucanie w taki płonący okręt kamieniami to była frajda.Gdy puszka tonęła, płonąca ciesz rozlewała się po powierzchni wody. Taka płonąca rzeka to był widok!

Gdy zabawa z puszkami się znudziła na strumyk puszczano szklane butelki i strzelano do nich z procy. Procę umiał zrobić nawet kilkuletni malec a gumkę w tajemnicy wykradało się mamie. Kamieni w rzeczce nie brakowało, ale po prawdziwą amunicję organizowano wyprawy na tory kolejowe. Tam można było nazbierać kulek rudy żelaza, którą transportowano z Krzywego Rogu na Ukrainie do huty im. Lenina w Krakowie. Po drodze trochę się jej rozsypywało. To była doskonała amunicja. Była ciężka i dobrze niosła. Trafione nią butelki pękały w drobny mak budząc zachwyt obserwującyh te specyficzne zawody w strzelaniu do butelek maluchów.

W stawie obok lodowiska, który obecnie jest zasypany było mnóstwo żyjątek. Dzieciaki ze Świerczewskiego uwielbiały przyrodę i w prawie każdym z domów było akwarium. Znoszono do niego żyjątka złapane w  tym stawie. Żył tam wówczas ślimak zaoteczk rogowy, który świetnie czuł się w akwariach i po pewnym czasie rozmażał się tak intensywnie, że zaczynał być plagą. Nierzadko młodzi akwaryści łapali w tym stawie żywy pokarm dla rybek – rozwielitki i oczliki. Karmili potem swoje gupiki, mieczyki, molinezje czy skalary  – najpopularniejsze wówczas hodowane rybki w akwariach. W szkolnej bibliotece popularnością cieszyły się atlasy ryb i innych stworzeń żyjących w polskich rzekach, bo czasem coś się złapało i nie wiadomo było co. Nie było internetu, a jedynym źródłem wiedzy były wówczas książki. Studiowano je od deski do deski i odkrywano, że w stawie i rzeczkach żyły pływaki żółtobrzeżki, larwy ważek, komarów i tubifeksy. No i oczywiście ryby. Kozy, kiełbie, ślizy i pijawki.

Zimą rzeki zamarzały, ale wyprawiano się na nie dalej, Ulubionym zajęciem dzieciaków było rozbijanie lodu na rzece i stawie. Nie zawsze suchym wracało się z takich wypraw, za co dostawało się niezłą burę od mamy. Ale chyba nie było w tych czasach chłopaka, który by choć raz nie wrócił w mokrych butach z takich zimowych wypraw.

Nieco starsze dzieciaki nie bawiły się już w rzeczce czy nad stawem, Wybierali się na te dzikie tereny zakosztować „zakazanych owoców” podkradziomych ojcu papierosów, jakiegoś taniego wina. Czasem tajemnica się wydawała i rodzice wymierzali swoim pociechom tradycyjną sprawiedliwość. Te lekcje pamięta się do dziś!

To była kraina szczęśliwego dzieciństwa, pełna marzeń, wypraw i dziecięcych przyjaźni.Dziś nie ma już tych miejsc. Na terenie dawnego stawu stoi Galeria Dębicka. W betonowych rurach płynie rzeczka, która kiedyś tak rozbudzała wyobraźnie małych mieszkańców bloków przy Świerczewskiego.

A wy jakie macie wspomnienia z tych czasów? Zapraszamy na nasz profil FB. Napiszcie o swoich wyprawach na dzikie rzeki i innych przygodach Waszego dzieciństwa.

Podziel się z innymi
0Shares
0 0