Paweł Piekarz: "Jan Jandziś miał pseudonim "Sosna" - ziemiadebicka.pl

Paweł Piekarz: “Jan Jandziś miał pseudonim “Sosna”


Jan Jandziś, drugi z lewej w otoczeniu kolegów z grupy dywersyjnej WiN. Źródło: www,mmtarnow.com

“Julian Świątek–dwudziestoletni urzędnik pocztowy, po ukończeniu w 1945 roku z wynikiem bardzo dobrym kursu partyjno-politycznego został skierowany przez PPR do PUBP w Tarnowie. W podaniu o przyjęcie do pracy napisał:

Praca i służba w Bezpieczeństwie odpowiada mi, bo jako dobry Polak i PPR-owiec pragnę pracą swą przyczynić się do utrwalenia porządku w Polsce demokratycznej. W tym to dziele będę miał możność skutecznie i czynnie brać udział w usunięciu wrogów sanacyjnych i kapitalistów działających na szkodę dobra obywateli w Polsce demokratycznej.

Świątek szybko awansował, od początku wyróżniał się gorliwością i zyskiwał pozytywne opinie przełożonych. W jednej z nich zapisano:

Z pracy wywiązuje się dobrze, jako nowy pracownik zasługuje na pochwałę. Prócz pracy służbowej poświęca [się] propagandzie politycznej w naszym Urzędzie o zasadach politycznych i PPR.

W innej natomiast dodano:

Wkradł się w zaufanie u wszystkich partii politycznych, zdobył szeroką agenturę, z którą pracuje dobrze, co wykazuje dużą ilością spraw rozpracowanych i wykonanych po linii politycznej. Jako jeden z pierwszych pracowników zasługuje na pochwałę Urzędu.

W konsekwencji takiej postawy już w lutym 1946 roku Julian Świątek został zastępcą szefa PUBP w Tarnowie.”

Julian Świątek byłby dzisiaj zapewne emerytowanym oficerem Policji, gdyby nie fakt, że na jego drodze pojawił się oddział WiNu, którym dowodził ojciec mojego wujka Jan Jandzis “Sosna”. Julian Świątek, gorliwy utrwalacz władzy ludowej został zastrzelony przez oddział “Sosny”. Egzekucja ta była swoistego rodzaju demonstracją i ostrzeżeniem dla pracowników świeżo zainstalowanego przez Sovietów organów bezpieczenstwa publicznego. I doskonale spełniła swoją rolę, gdyż zastraszeni bezpieczniacy na krótko okrzepli w swoich sadystycznych metodach wprowadzania nowej władzy ludowej. Kilku z nich wręcz złożyło podania o zwolnienie ze służby.

Zastrzelenie młodego UBowca nie zlikwidowało jednak problemu brutalnego traktowania więźniów, gdyż w PUBP pozostał “sovietnik” Lew Sobolew, który miał decydujący wpływ na pracę urzędu. Jego brutalne metody śledcze szybko przyniosły efekt w postaci realnej groźby dekonspiracji struktur WiNu w rejonie Tarnowa. Dlatego zapadła decyzja o jego likwidacji. Realizację tego zadania znowu powierzono “Sośnie”. Po pierwszej nieudanej próbie zamachu, Sobolewa zastrzelono 10 IX 1946 roku. W miejscu publicznym, na oczach Tarnowian. Opisu akcji dokonali Wojciech Frazik i Filip Musiał w artykule “Zabić Lwa”:

“Dnia 10 IX 1946 r. kpt. Sobolew udał się autem w towarzystwie żony i szofera na plac św. Ducha w Tarnowie celem kupienia owoców. Auto zatrzymało się na placu św. Ducha, gdzie kpt. Sobolew wyszedł z żoną po zakupy, na co stracił 10 minut, po czym powrócili i zajęli miejsce w samochodzie. W czasie puszczania motoru drzwi były otwarte, w tym momencie podbiegło 2-ch osobników, z których jeden oddał trzy strzały z pistoletu 9 mm w stronę kapitana.”

A tak egzekucję Lwa Sobolewa opisał naoczny świadek tego wydarzenia, wówczas 6,5 letni chłopiec Antoni Lis:

“Bawiąc się z rówieśnikami na podwórku kamienicy w której mieszkałem z rodziną przy ulicy Panny Marii 2/2, dziś nr 15, usłyszeliśmy strzały z broni więc wybiegliśmy na ulicę, czyli Burek, gdzie z góry placu targowego biegło dwóch mężczyzn z pistoletami w dłoni, a za nimi biegła kobieta krzycząc łapać bandytów. Uciekający przebiegli obok nas i pobiegli w stronę Starego Cmentarza po moście który był odbudowywany przez pracujących tam pracowników. …Ponieważ już wtedy wiedziałem, że mój wujek kpr. Stanisław Surdel ps. „Sęp”, był w partyzantce, starałem się zapamiętać sylwetki obydwu partyzantów, czy aby jednym z nich nie jest on, bo po wojnie słuch o nim zaginął. Obaj ci partyzanci z wyglądu utkwili mi w pamięci na następne 10 lat i przez ten czas próbowałem ich rozpoznać wśród mieszkańców Tarnowa. …Pamiętam obydwu o śniadych cerach, wysportowanych sylwetkach jeden ciut mniejszy od drugiego, różniący się ubiorem i według mnie jeden miał na sobie jasny prochowiec. … Pamiętam, że pobiegliśmy po chwili do samochodu stojącego u góry placu targowego, gdzie koło auta leżały zwłoki zabitego w kałuży krwi.”

“Sosna” tylko cudem uniknął losu podobnych mu żołnierzy, których kości dzisiaj wydobywa ekipa dra Szwagrzyka w wielu miejscach kraju. W 1948 roku pracującego w Tarnowskich Azotach Jandzisia UB próbowało zrobić swoim informatorem. Oczywiście UBecy nie mieli pojęcia o przeszłości osoby, którą próbowali zwerbować. Jandziś odmówił, za co został aresztowany. Nie było mu jednak dane dojechać do budynku, w którym pracowali ci, których kolegów jeszcze dwa lata wcześniej likwidował jego oddział. W drodze udało mu się wyskoczyć z wiozącego go samochodu i zbiec. Jandziś przedostaje się do Przemyśla, gdzie schronienia w tutejszym seminarium udziela mu biskup Ignacy Tokarczuk. Niestety pech sprawia, że po 4 latach ukrywania się pod fałszywym nazwiskiem “Sosna” spotyka swojego kumpla z wojska. Nie wie, że dawny znajomy jest już po drugiej stronie barykady i pracuje, jako informator służb wojskowych. Przy wódce “Sosna” zwierza się ze swoich perypetii i tak następuje kres jego wolności. Zostaje aresztowany, a WSR w Krakowie skazuje go na karę śmierci, mocą amnestii zamienioną na 15 lat więzienia. Odsiedział 5 lat i na mocy kolejnej amnestii wyszedł z więzienia. Na chwilę wrócił do domu, by wkrótce pojechać do Przemyśla. Tam swoją bezinteresowną pracą chciał spłacić dług wdzięczności wobec tych, którzy ukrywali go przed aresztowaniem. “Sosna” zmarł w 1990 roku i został pochowany na cmentarzu w Zbylitowskiej Górze.

Do ubiegłego roku nie zdawałem sobie sprawy, że w najbliższej rodzinie miałem człowieka pokroju Jana Jandzisia. Nigdy nie poznałem go osobiście. Chyba… Kilka razy mój Ojciec wspominał mi, przy okazji róznych rozmów, że ojciec wujka Bronka był bardzo cięty na komunistów i ostro z nimi walczył. Nigdy jednak nie poznałem szczegółów. Kilka razy zaledwie, z moją kuzynką, a jego wnuczką stałem nad Jego grobem w Dzień Wszystkich Świętych. Srebrna tabliczka z imieniem i nazwiskiem, pseudonimem i grafiką AK nie dawała wyobrażenia o tym, kim był dziadek mojej kuzynki. Dzisiaj już wiem… I tą notką chciałbym Go przywrócić pamięci nieco szerszemu audytorium, niż tylko grono jego towarzyszy, rodziny i lokalnej społeczności.

Źródła:

http://zhwin.pl/wp-content/uploads/2013/09/Zabic-Lwa.pdf

http://www.mmtarnow.com/2012/09/jan-jandzis-1906-1990-zonierz-ak_2.html

Paweł Piekarz

Źródło: https://blogpress.pl/node/20742?fbclid=IwAR0gZOdS_8cGTlN72KTM0fKnCHm-8bOolptcfr0gfhoaQx0M6EOze2u0w7U