Pisklę wróbla kilka godzin leżało na rozgrzanym chodniku. Pani Anna zabrała go do domu i uratowała mu życie

Kilka godzin leżał na rozgrzanym słońcem chodniku i gdyby nie dobre serce pani Anny nie byłoby go wśród żywych. Zabrała go do domu i przez kilka godzin poiła i karmiła ratując go od śmierci. Z Lakigajem, bo tak go nazwała od kilku tygodni przebywa 24 godziny na dobę.

Lakigaj to mały wróbel, który nie wiadomo jakim cudem znalazł się na chodniku.
-Ktoś powiedział mi, że od kilku godzin leży tam jakiś pisklę, ale chyba jest martwe – mówi pani Anna. Mimo to poszłam tam i zobaczyłam go, był w opłakanym stanie.
Pani Anna zabrała go do domu i postanowiła walczyć o jego życie. Pisklę było nagie i ślepe.

-Pierwsze co zrobiłam to owinęłam go aby go ogrzać. Kazałam bratu i chłopakowi kopać robaki w ogrodzie, ale była susza, ściemniało się i nic z tego nie wyszło, znaleźli tylko 2 robaki – mówi pani Anna. Nie wiedziałam co jedzą małe wróble, ale od czego jest internet. Dzwoniłam też do weterynarzy pytając jak się nim opiekować, ale nie dawali mi wiele szans na ocalenie. Dwa dni Lakigaj, bo tak go nazwałam dochodził do siebie. Trzeciego dnia gdy zbliżyłam się do niego sam szeroko otworzył dzióbek i domagał się jedzenia. Walka była wygrana – cieszy się pani Anna.

O swojej walce o życie wróbla pani Anna pisała na FB. Po pewnym czasie założyła też profil Lakigaja. Na bieżąco pisała jak rozwija się jej podopieczny.
-Nie bardzo wiedziałam co zrobić z Lakigajem podczas urlopu. Nie miałam go z kim zostawić. W końcu postanowiłam zabrać go ze sobą – śmieje się pani Anna.
W ten sposób mały wróbelek razem ze swoją wybawicielką zwiedził Zakopane, Morskie Oko i Tatry.
-Był ze mną tydzień w Zakopanem, wszedł na Morskie Oko i zszedł, wjechał na Gubałowke, chodził po restauracjach, Krupówkach. Ani razu nie zostawiłam go samego. W niczym mi nie przeszkadzał, niczego nie utrudniał, to wspaniałe stworzenie – mówi pani Anna.

Lakigaj wymagał nieustannej opieki. Musiał być karmiony i pojony co dwie godziny. Jego opiekunka czuwała nad nim nieustannie. Ptak rósł jak na drożdżach.
Czwartego września Lakigay skończył miesiąc. Okazało się też, że to nie chłopiec a dziewczynka. Zaczyna już latać, ale niezdarnie mu to wychodzi.
-Z tego powodu, że jest jeszcze mała ciapą, lata ale dość nieumiejętnie – przebywa w klatce. Kiedy pogoda na dworze dopisuje, spędza go na świeżym powietrzu. Kiedy pada i wieje, spędza czas ze mną w domu. – opowiada opiekunka ptaka.

Profil na FB Lakigaja cieszył się coraz większą popularnością. W ciągu kilkunastu dni polubiło go blisko dwa tysiące osób. Setki ludzi codziennie śledziło co dzieje się u Lakigaja. Liczba jego sympatyków rosła lawinowo. Niestety pojawili się też hejterzy. Zaczęli atakować panią Anna.
-Wiem, ze jest to dzikie zwierze, że jego przeznaczeniem jest wolność. Wiem też, że nie nauczy się zdobywać pożywienia i dbać o siebie, jak inne wróble bo jest oswojony. Co będzie z nim dalej? Kiedy nauczy się już fruwać lepiej jego klatka będzie stała na dworze na parapecie, przy drzewach, cały czas otwarta z jedzeniem i piciem, co ułatwi mu przeżycie. Trzymam za niego kciuki i wierze, ze jeszcze długo będzie cieszył się życiem, bo mocno o nie walczył.

Lakigay przez kilka miesięcy był pod opieką pani Anna. Gdy dorósł okazało się, że Laki to tak naprawdę nie pan, tylko pani. Miał pełną swobodę poruszania się po domu, jak i poza nim. Któregoś razu odleciał od domu i już nie wrócił na noc. Wybrał wolność.

Krzysztof Czuchra