“Maria Kolakowska. Moje długie życie”

Cena: 20 zł

“Maria Kolakowska. Moje długie życie” Krzysztof Czuchra

Miała pięć lat gdy poszła na służbę, dwanaście gdy razem z dorosłymi  stanęła do żniw, ścinając zboże sierpem w ręku. Dziś Pani Maria mieszka  w Brzeźnicy, ma 106 lat i jest najstarszą mieszkanką powiatu dębickiego. W książce wspomina czasy swojego dzieciństwa przypadające na okres po  zakończeniu I wojny światowej, swoich rodziców, koleżanki, sąsiadów,  zwyczaje i potrawy które wtedy stawiało się na stole w chłopskich  domach.
Opowiada także o czasach II wojny światowej, okupacji oraz  emigracji do Stanów Zjednoczonych i powrocie z nich ponownie do Brzeźnicy.
Jej historia życia można by obdzielić kilka osób. Podsumowując swoje  życie Pani Maria mówi że, miała bardzo ciężkie życie i  “Szła krajem nieba i krajem piekła”

Fragment książki:
“W Brzeźnicy było przed wojną kilka rodzin żydowskich. Koło kościoła mieszkał Żyd, który nazywał się Chaim. Mieli dużą gospodarkę. Ludzie mówili, że miał 30 morgów pola. To pole miał koło Wisłoki i koło Wielopolki. W tym miejscu gdzie Wielopolka wpada do Wisłoki. Jakiś czas prowadzili też sklep. Mieścił się naprzeciw kościoła i plebanii, po drugiej stronie drogi. Do sklepu Chaima często chodziłam na zakupy. Prowadzili go długie lata, ale jak Chaim zmarł, to jego żona zamknęła ten sklep. W czasie wojny te budynki się spaliły. Po śmierci Chaima, jego żona sprzedała
część ziemi i zostawiła sobie dziesięć morgów i z tego utrzymywali się  aż do czasu gdy Niemcy pozabierali ich do obozu. Do Chaima przez długie lata chodziłam do pracy. Bieliłam u niego  kuchnię,izbę. Prałam też jak było trzeba. Czasem wykonywałam też inne  prace, co było to zrobienia to robiłam. Chaim był dobrym człowiekiem,  nieraz
przyjmował do pracy różnych ludzi. Ale nie lubił jak ktoś u niego  w pracy się obijał. Nieraz szedł podpierając się laską w pole i patrzył  jak wynajęci przez niego ludzie pracują. Czasem stał tak cały dzień, nad  tymi robotnikami i ich pilnował. Ale zawsze wypłacał to, co było  umówione. To był bardzo uczciwy człowiek. Podobnie jak jego żona. Była  taka sama jak inne kobiety na wsi. Chaimowie to nie byli tacy jak inni Żydzi. Nie chodzili w chałatach i  nie
nosili pejsów. Byli tacy sami jak inni mieszkańcy Brzeźnicy. Na  pierwszy rzut oka nikt by nie powiedział, że to Żydzi. Ale byli bardzo  religijni. W każdą sobotę świętowali Szabat. Nic nie robili tego dnia,  tylko służące. One paliły w piecu. Chaimowa już w piątek gotowała  jedzenie na sobotę, tak że wystarczało na cały dzień. Na nabożeństwa  chodzili do Bożnicy, ale tylko mężczyźni. W Brzeźnicy była Bożnica, był też rabin, który cieszył się ogromnym
poważaniem. Na te nabożeństwa przyjeżdżali Żydzi też z innych  okolicznych wsi.
Chaimowie mieli trzy córki; Pepkę, Guzkę i Tytkę, która potem wyszła za  mąż i mieszkała w Dębicy. A synowie nosili imiona Henek, Kiwek, Lojsek,  Ischija. Pepka i Tytka, często w tajemnicy przed rodzicami, chodziły do  gospodarzy gdzie było świniobicie. Obie bardzo lubiły kiełbasę  wieprzową, której Żydzi ze względów religijnych nie mogli jeść. Jak  sobie dobrze podjadły to śmiały się i mówiły, że głupi są ci Żydzi, że  kiełbasy nie jedzą, bo to takie dobre. Potem, żeby nie było czuć od nich  kiełbasą gryzły czosnek albo cebulę i wracały do domu. To były bardzo  dobre, życzliwe dziewczęta” –  wspomina Mari Kolakowska na łamach  książki pt. “Maria Kolakowska. Moje długie życie”

Książka do nabycia w cenie 20 zł + 12 zł. koszt przesyłki.
Kontakt w sprawie zakupu: reklama@gryfmedia.pl