Z pomocą Żydom w tarnowskim Getcie śpieszyli mieszkańcy wsi z okolic Pilzna

Tarnowscy Żydzi upokarzani i torturowani przez niemieckiego policjanta. Fot. Wikipedia

W czasie wojny, chyba w roku 1941, w pobliskim Tarnowie utworzono getto, gdzie przetrzymywano kilkanaście tysięcy Żydów z miasta i okolicznych miejscowości. Nie pozwolono im wychodzić poza mury getta, handel z nimi też był zakazany. W getcie panował głód, ludzie umierali na ulicach. W tym czasie znaleźli się tacy Polacy, którzy podejmowali się dostarczać żywność do tarnowskiego getta.

„W 1941 rozpoczęli przymusowe koncentrowanie w Tarnowie ludności żydowskiej z okolicznych wsi i miasteczek. Wskutek tego w mieście jej liczba wzrosła z 25 tysięcy do 40 tysięcy osób. W marcu 1941 Żydzi mieszkający przy ulicach Krakowskiej i Wałowej otrzymali nakaz opuszczenia swoich lokali i przeniesienia się do utworzonej przez okupanta tzw. dzielnicy żydowskiej położonej we wschodniej części Tarnowa. Obszar ten obejmował głównie teren dzielnicy Grabówka” – inofmuje Wikipedia

Któregoś dnia przyszło kilku Żydów do domu mojego taty w Łękach Dolnych i wprost zapytali, czy zgodziłby się pomagać im w organizowaniu dostaw mięsa dla ich rodaków Tarnowie. Żydzi prosili aby mięso to nie było ze świń tylko z krów i z cieląt, bo takie było koszerne. Mimo tragizmu sytuacji, w której się ci nieszczęśnicy znaleźli, wciąż chcieli zachowywać swoje obyczaje religijne, które zakazywały im jedzenia wieprzowiny.

Tato wiedział, że jeśli Niemcy dowiedzą się o tym, że będzie uczestniczył w organizowaniu dostarczania żywności do getta, to zginie on i cała nasza rodzina. Po wsiach krążyły wówczas wiadomości, że gospodarze przyłapani na nielegalnym wówczas uboju zwierząt byli rozstrzeliwani lub w najlepszym przypadku zsyłani do obozu koncentracyjnego. Tato po namyśle zgodził się, chociaż wiedział co ryzykuje. W pobliskim lesie, odległym od naszego domu, znalazł miejsce gdzie na stromej skarpie rosły sporych rozmiarów drzewa, a pod nią biegł głęboki wąwóz. Ojciec z kolegami ściął drzewa tak, że upadły ze skarpy na ten jar tworząc naturalną wiatę, gdzie strop stanowiły pnie tych solidnych drzew. Po zamaskowaniu, miejsce to wyglądało zupełnie naturalnie i tylko wtajemniczeni o nim wiedzieli. W razie wpadki można było się tłumaczyć, że nie wiadomo kto tu dokonuje nielegalnego uboju. Tak zaczęła się akcja przemycania mięsa do tarnowskiego getta. W okolicznych wsiach kupowano bydło i cielęta, które ukradkiem pędzono do lasu, gdzie przygotowano ten szałas. Tam dokonywano ich uboju i dzielono mięso. Potem pakowano je na rowery i tak transportowano do Tarnowa. Tam w umówionych miejscach przekazywano je Żydom w getcie.

Niemcy doskonale wiedzieli, że to właśnie dla Żydów przemycana jest żywność. Niejednokrotnie czyhali w zasadzkach na ludzi przewożących mięso do getta. Którejś nocy zrobili zasadzkę i z daleka dostrzegli takich niecodziennych rowerzystów jadących obładowanych pakunkami z mięsem. Było to w Szynwałdzie na polach. Zaczęli do nich strzelać z karabinów. Odległość na szczęście była na tyle duża, że hitlerowcy pudłowali niemiłosiernie. Po tym wydarzeniu przez kilkanaście dni ten szlak był „spalony”, ale dostarczanie mięsa do getta trwało cały czas, tylko innymi drogami. Dostawy żywności dla Żydów odbywały się, aż do momentu likwidacji getta. Dziś wiem, że pozwoliły one przetrwać tylko jakiś czas dłużej tym nieszczęśnikom uwięzionym w getcie, bo Niemcy skazali ich z góry na śmierć.

Opowiadanie pochodzi z książki Stanisława Jarosza „Z fantazją przez życie”.

Informacja o tarnowskim getcie została zaczerpnięta z Wikipedii

Podziel się z innymi
0Shares
0 0