Zofia Trojan: Mój tatuś był bardzo odważnym człowiekiem. Ryzykował życie aby pomóc sąsiadom. Ale nie wszyscy o tym pamiętają

Bronisława, Wojciech Dziedzic, Zofia Trojan z d. Dziedzc – lata 70 XX w.

Chociaż od tamtych czasów minęło blisko 80 lat bohaterowie tych wydarzeń porozrzucani po świecie do dziś utrzymują ze sobą kontakt. 90 – letnia Zofia Trojan z Brzostka oraz 102 – letni Adam Szuss mieszkający obecnie w Australii przez ponad 70 lat systematycznie pisali do siebie listy. Rodzice Zofii Trojan – Wojciech i Bronisława Dziedzic z Brzostka w okresie Holokaustu pomagali Żydom z ich rodzinnej miejscowości. Dzięki nim i kilku innym polskim rodzinom przeżyło okupację czterech Żydów, którzy po wojnie wyemigrowali do Australii, Kanady i Stanów Zjednoczonych. Z 500-osobowej żydowskiej społeczności Brzostka Holokaust przeżyło zaledwie kilkunastu Żydów. Czterech z nich uratowali m.in. członkowie rodziny Dziedziców. W 2006 roku Instytut Yad Vashem odznaczył ich medalem i tytułem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata.

Przedwojenny Brzostek i Holokaust

Przed wybuchem II wojny światowej w Brzostku mieszkało ogółem 1500 osób z czego 500 osób stanowili Żydzi. Społeczność polska i żydowska zgodnie żyła ze sobą w tym małym galicyjskim miasteczku. Wszystko zmieniło się z chwilą wybuchu II wojny światowej i wkroczenia niemieckich wojsk okupacyjnych do Polski. W jeszcze w bardziej dramatycznej sytuacji znaleźli się Żydzi w 1942 roku kiedy rozpoczęła się masowa eksterminacja tej społeczności.


Bronisława i Wojciech Dziedzic z córką Zofią i wnukami dziećmi: Ewą i Januszem

Do najbardziej dramatycznych wydarzeń doszło 12 sierpnia 1942 roku, kiedy wymordowanych zostało 260 członków tej społeczności z Brzostka i Kołaczyc. Wcześniej wszyscy mężczyźni, kobiety i dzieci załadowani zostali na ciężarówki i wywiezieni do lasu w Podzamczu koło Kołaczyc. Tam kazano się im rozebrać i stanąć nago nad wcześniej wykopanym grobem. Ustawiani po dziesięć osób w rzędach byli zabijani strzałem w głowę i padali twarzą do grobu. Grób został zasypany, a na nim zasadzono drzewa. Przez długie lata mało kto wiedział co się wydarzyło w tym miejscu. W miejscu mordu ktoś położył kamienną płytę z hebrajskimi napisami ale przykryta została ona mchem i nikt nie zdawał sobie sprawy, że spoczywają tam pomordowani żydowscy mieszkańcy Brzostka.

W tych strasznych czasach w Brzostku mieszkała rodzina Dziedziców: małżeństwo Bronisława i Wojciech oraz ich trójka dzieci: Stanisław, Józefa i Zofia. Z Dziedzicami mieszkała matka Bronisławy, Katarzyna Dachowska. Dom Dziedziców znajdował się na tzw. Szkotni, po prawej stronie drogi wjazdowej do Brzostka od strony Dębicy, około jednego kilometra od brzosteckiego Rynku. Sto metrów dalej stała, okazała jak na tamte czasy, kamienica żydowskiej rodziny Schowetter: Izraela (przywódcy żydowskiej społeczności Brzostka) i jego żony Sali, którzy mieszkali z dwójką dzieci – Zosią i Mankiem.

Stodoła Dziedziców w której ukrywali się Żydzi

Sala, Zosia i Manek Schönwetter w ukryciu u Dziedziców

Wojciech Dziedzic z żoną prowadził gospodarstwo rolne, a poza pracą w swoim niewielkim gospodarstwie zajmował się handlem – zaopatrywał w w różne towary sklepy brzosteckich Żydów. W czasie niemieckiej okupacji rodzina Dziedziców ukryła swoją przedwojenną sąsiadkę Salę Schönwetter wraz z dziećmi – Zosią i Mankiem. Po ucieczce z getta w Dębicy z którego wyprowadził ją jej inny sąsiad o nazwisku Piłat, przez blisko 3 lata z przerwami ukrywała się w domu Dziedziców. Przychodziła do nich niespodziewanie, najczęściej nocą na kilka lub kilkanaście dni, potem kilka następnych spędzała z dziećmi w lesie lub innych kryjówkach by znowu powrócić do Dziedziców.

Sala Schönwetter była bardzo wdzięczna za pomoc jaka okazali jej Dziedzicowie podczas wojny i Holokaustu. W swoich wspomnieniach podkreślała, że Dziedzicowie w czasie wojny uchodzili za bardzo przyjazną Żydom rodzinę u której wszyscy znajdujący się w zagrożeniu życia mogli szukać pomocy. Wojciech oraz Bronisława nie odmawiali tej pomocy ryzykując własne życie i życie swoich trojga dzieci. Tego, że Dziedzicowie pomagają i ukrywają Żydów domyślali się Niemcy. Wojenne przeżycia Sali i jej dzieci spisała wnuczka kobiety, córka Marka Schönwettera, Ann Arnold. Tak opisała jeden z najbardziej niebezpiecznych momentów w których znaleźli się Dziedzicowie i ukrywani przez nich Żydzi:

Bronisława i Wojciech Dziedzic z Brzostka

„Pewnego dnia rozległo się pukanie do drzwi. To było gestapo. Słyszeli, że Schonwetter ukrywają się w tym domu. Oczywiście cała rodzina Dziedzic zaprzeczyła temu zarzutowi. Odpowiedź gestapo była dość jasna: „Znasz konsekwencje kłamstwa, jeśli kłamiesz, będziesz równie martwy jak oni”. Następnie przeszukują dom. Zaczęli od przeszukania wszystkich pomieszczeń, każdej dziury w ścianie, stodoły, a potem dotarli na strych. Sara usłyszała zamieszanie na dole i szybko zabrała dzieci i zakopała się głęboko w sianie. Zakryła dłonią usta każdego dziecka, a potem po prostu czekała. Usłyszała, jak niemiecki żołnierz wspina się po drabinie i wchodzi na strych. Z początku brzmiało to tak, jakby tylko się rozglądał, a potem Sarah usłyszała hałas. Złapał widły i gwałtownie dźgał je w siano. Sarah przytuliła dzieci bliżej i zacisnęła mocniej usta. Jedno z pchnięć było tak blisko, że poczuli ostre, spiczaste końce narzędzia, które zamieniło się w śmiertelną broń. Ale po raz kolejny szczęście wygra, a Niemcy, zadowoleni, że nie ma żywej istoty na sianie, wycofali się po drodze”.

Do Bronisławy i Wojciecha przychodził także ukrywający się razem z kobietą i jej dziećmi Józef Fisch – piekarz z Jasła. U Dziedziców Żydzi ukrywani byli na strychu i w stajni. Tam też Dziedzicowie lub Katarzyna Dachowska, matka Bronisławy przynosili im żywność i wodę.

Adam Szus (Abraham Leib Schuss)

Adam Szus w ukryciu u Dziedziców

W listopadzie 1943 r. rodzina Dziedziców pomogła także innemu brzosteckiemu Żydowi – Adamowi Szusowi (Abraham Leib Schuss), który w październiku 1943 r. uciekł z obozu pracy we Lwowie. Przeszedł pieszo 300 kilometrów i dotarł z powrotem do rodzinnego Brzostka. Wcześniej spotkał się z kolegą z lat szkolnych Staszkiem w Zawadce u którego zatrzymał się jeden dzień, ale jego rodzina bała się na dłużej ukryć Adama. Staszek powiedział mu: Ty wiesz co? Ja pamiętam, że twoja rodzina miała dobra polską rodzinę za przyjaciół. Oni nazywali się Dziedzic. Na pewno ci pomogą”. I Szus udał się do Dziedziców, którzy jak później wspominał przyjęli go bardzo serdecznie, nakarmili, ostrzygli, bo po wielu miesiącach wędrówki był bardzo zarośnięty i położyli do ciepłego łóżka w jakim nie spał od 4 lat. Na kolejne dni Wojciech przygotował schronienie dla Adama w stodole. Codziennie, trzy razy dziennie przynosił mu jedzenie. Szus pozostał w kryjówce u Dziedziców przez 10 dni po czym przyszli po niego partyzanci i zabrali go ze sobą do lasu gdzie doczekał końca wojny.

Tak opowiadał o swoich wojennych przeżyciach: „Właściciel przygotował dla mnie bunkier w stodole. To był mężczyzna, który niewiele mówił. Trzy razy dziennie przynosił mi jedzenie. Zapytałem go, jak długo będę leżał w tym grobie. „Nie martw się, przyjdą po ciebie”, odpowiedział. Po dziesięciu dniach leżenia w grobie uzbrojeni ludzie wyszli z lasu i zabrali mnie ze sobą. Oznacza to, że Polak miał kontakt z ludźmi w lesie. Chcę tu powiedzieć, że Polak z rodziną ryzykował życiem i nie żądał ode mnie żadnej zapłaty. Po wojnie udało mi się mu pomóc na inne sposoby”.


Bronisława i Wojciech Dziedzic z córką Zofią i jej koleżanką

Wojciech i Bronisława Dziedzicowie oraz Zofia Trojan po dwóch latach starań Adama Szusa w 2006 roku zostali odznaczeni tytułem „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”. 102 – letni dziś Adam Szus, który po wojnie wyjechał do Australii przez blisko 80- lat korespondował z Dziedzicami, a potem z ich córką Zofia Trojan. Również Sala Schönwetter oraz jej córka Zofia, które która po wojnie wyjechały do Izraela przez kilkadziesiąt lat po wojnie aż do swojej śmierci utrzymywały kontakt z rodziną Dziedziców. Sala zmarła w 2005 roku. Wcześniej, bo już w 1969 roku zmarł Wojciech Dziedzic (ur. 1899), w 1990 roku zmarła Bronisława Dziedzic (ur. 1905).

W marcu 2020 roku rozmawialiśmy z 90-letnią dziś Zofią Trojan, która na naszą prośbę wspominała czasy okupacji podczas której była 10 letnią dziewczynką (w 1939) i pamięta wszystkich Żydów z Brzostka, którym jej rodzice udzielili pomocy i schronienia działając z narażeniem życia swojego i swoich dzieci.

Zofia Trojan z domu Dziedzic dziś mieszka w Jaśle

„Mój tatuś był bardzo odważny. W Brzostku bardzo dużo było Żydów. Cały Brzostek, wszystkie sklepy. Mój tatuś miał gospodarstwo i miał parobka. W tych czasach woziło się towar do sklepu furmanką i ten parobek nasz jeździł do Tarnowa, do Okocimia po piwo i przywoził ten towar Żydom do sklepów. I dlatego Ci Żydzi mieli taką odwagę przyjść do tatusia, bo przecież tyle ludzi było i do nikogo się nie zgłosili tylko do tatusia, do nas przyszli” – rozpoczęła swoją opowieść Pani Zofia Trojan.

Ocaleni: Sara, Zosia i Manek Schowetter we wspomnieniach Zofii Trojan

„W naszym domu, a właściwie w stodole i stajni ukrywało się wielu Żydów. Do dziś żyje troje z nich. Jedni byli tylko na chwilę, inni na długi czas. Najdłużej bo prawie 3 lata z przerwami, bo ukrywała się także u innych gospodarzy była u nas Sala z dziećmi: Zosią i Mankiem. Teraz trochę to przykre, bo Manek, który był wówczas dość dużym chłopcem, miał wtedy 7 lat teraz tak jakby nie pamięta, że u nas się ukrywał. Był jak otwierali w Brzostku cmentarz żydowski. Przyszedł, popatrzył, powiedział tylko „cześć” i tyle. Teraz z nim w ogóle kontaktu nie ma. Jak matka jego żyła to się z nami często kontaktowała, pisała listy, dzwoniła. Ona była bardzo wdzięczna za to co dla niej i jej dzieci zrobiliśmy. Była nasza bliską sąsiadką, bardzo się lubiłyśmy.

Mark i Zofia Schönwetter podczas rekonsekracji cmentarza żydowskiego w Brzostku w 2009 Fot. Urząd Miejski w Brzostku.

Jej dom znajdował się jakieś 100 metrów od naszego domu, nasze rodziny się przyjaźniły. Oni ukrywali u nas na strychu i w stodole. Byli u nas 2-3 tygodnie, potem szli do lasu. Jak była obława znowu szli do lasu, potem znowu z powrotem wracali ukrywać się w naszym domu. I oni przeżyli. Po wojnie Sala drugi raz wyszła za mąż, męża miała z Gorlic i wyjechała z mężem i dziećmi do Izraela. Po mężu nazywała się Kazbach. Ona tak strasznie płakała, że musi wyjechać z Brzostka do Izraela. Utrzymywaliśmy przez długie lata kontakt. Pisała do mnie listy z Izraela. Jak odjeżdżała do Izraela to przyszła do mojej mamusi. Ja wtedy urodziłam córkę. Ona wtedy przyszła kupiła takie rajstopki dla dziecka. I ona bardzo płakała jak wyjeżdżała z Brzostku. Bardzo płakała. Wyjeżdżała właściwie do Izraela już z Tarnowa bo tam wówczas już mieszkała. Sala z dziećmi odwiedziła nas na początku lat 90. w Jaśle. Córka Sali skończyła stomatologię w Krakowie i teraz jest w Izraelu. W Krakowie na studiach poznała męża, który jest lekarzem i razem wyjechali do Izraela. W Izraelu mają prywatny szpital. Ona pracowała jako dentystka, teraz już 2 rok jest na emeryturze, a jej mąż nadal pracuje. Spotkałam się z nimi 4 albo 5 lat temu. Pojechałam na to spotkanie z synem. Byli w gminie i na cmentarzu. Ona była z córką i wnukami. Pozmawiałam z nimi, ale oni się tak jakoś bali. Teraz już może mniej, ale za pierwszym razem jak byli na początku lat 90. to Sala Schönwetter nie chciała nawet nocować u mnie, bo się bała. Teraz kontakt ze mną po śmierci w 2005 roku Sali utrzymuje jej córka Zosia” – wspomina Zofia Trojan.

Ocalony Adam Szus we wspomnieniach Zofii Trojan

Urodził się w 1917 roku w rodzinie brzosteckich Żydów. Jego ojciec miał magazyn złomu żelaznego i las. Miał też 11 dzieci, którym dał dobre wykształcenie. Adam w wieku 15 lat został wysłany do Krakowa gdzie uczył się na złotnika i pobierał nauki w jesziwie. Po wybuchu II wojny światowej jako 21 – letni mężczyzna brał udział w wojnie obronnej 1939 roku. Później na jakiś czas powrócił do rodzinnego Brzostka. W 1942 roku został wywieziony do obozu koncentracyjnego Lwów-Lemberg-Janowskakoncentracyjnego. Stamtąd uciekł w 1942 roku i w bardzo trudnych warunkach przemierzywszy ponad 300 kilometrów wrócił do Brzostku. Tutaj za radą szkolnego kolegi Polaka udał się po pomoc do rodziny Dziedziców.

„On przyszedł w nocy, parobek go przyjął do szopy. I on był u nas tylko 10 dni i później go ten parobek odprowadził do lasu, do Gębiczyny, to jest w okolicy Dębicy. I on przeżył. Z partyzantami tam się chował. I on ani raz u nas podczas wojny już nie był. Nie chciał żeby tatuś miał z jego powodu problemy. Jak był u nas to moja babcia Katarzyna Dachowska nosiła mu jedzenie do tej szopy, tak przykrywała to jedzenie, koszyk chowała, udawała, że niesie jedzenie dla kur po to żeby ludzie nie widzieli jak szła z tym jedzeniem . W szopie między słomą się tam chował, w nocy przychodził do domu to mu dali wody. Ja dokładnie tego nie widziałam, bo miałam wtedy jakieś 10 lat. Moi rodzice się bali i nie chcieli żebym ja wiedziała o tym, żebym komuś nie powiedziała o tym, żebym koleżance nie powiedziała. Największy mam żal, że potem on nawet nie przyjechał zwłaszcza, że był w Dębicy, w Tarnowie był, bo tam mieszkali, potem się przeniósł do Krakowa i tam też mieszkali. W Brzostku był gdy sprzedawali te domy i ja go nigdy nie widziałam. Ale to on wystarał się o medal i tytuł Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata dla moich rodziców i dla mnie, a nie ci których moi rodzice ukrywali znacznie dłużej. Ja nigdzie nie byłam, o nic się nie starałam, o wszystko się wystarał Adam Szus z Australii. Nawet do domu do mnie przyjechali z Warszawy z tym medalem. Jak było otwarcie cmentarza żydowskiego w Brzostku, to przyjechał syn Adama Szusa i on chciał mnie zapoznać” – wspomina Zofia Trojan.

Stodoła i stajnia w których ukrywali się Żydzi

„Adam Szus pisał do mnie i moich rodziców listy przez ponad 70 lat. Ostatni list napisał w wieku 99 lat. Potem miał pisać jego syn, ale już nie napisał. Tych listów przyszły setki od Szusa. We wszystkich był bardzo wdzięczny za uratowanie życia podczas Holokaustu. On takie piękne listy do nas pisał i tak w nich dziękował za uratowanie życia. I tak bardzo przeżywał i płakał za Brzostkiem. Ciągle powtarzał:”Brzostek, mój Brzostek. Czemu oni mnie nie chcieli. Co ja winny byłem, że urodziłem się Żydem”. On nigdy się nie pogodził z tym że musiał opuścić Brzostek. Jak mieszkał w Brzostku to on całą moją rodzinę znał i znał mojego męża, który zmarł 7 lat temu. On wszystkich nas znał i te polskie pieśni tak pięknie śpiewał. Strasznie to wszystko przeżywał. Polska, Polska, Polska. Strasznie przeżywał, że musiał stąd wyjechać. On ma dziś 102 lata, od 2 lat jest w domu spokojnej starości. Jego syn cały czas utrzymuje kontakt z moją córką Ewą która jest w Kanadzie” – dodaje Pani Zofia.

Nie wszyscy pamiętają

Pani Zofia bardzo przeżywa to, że nie wszyscy, którym jej rodzice uratowali życie pamiętają o tym. Trochę żalu ma do syna Sali Schowetter, Marka, że nie pamięta o tym co się wydarzyło i nie utrzymuje z nią kontaktu. Trochę żalu do Adama Szusa, że nie przyszedł do rodziców kiedy jej tata Wojciech Dziedzic chorował przez 4-lata na raka. „A przecież mógł przyjść, zapytać jak się czuje, bo był wówczas w Brzostku” – mówi Pani Zofia. Ale oddaje mu sprawiedliwość, że jako jedyny, z własnej inicjatywy postarał się o uhonorowanie rodziny Dziedziców tytułem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. O tym co się wydarzyło podczas wojny zdaniem Pani Zofii w ogóle nie pamięta ukrywający się przez długi czas u Dziedziców razem z Salą Schowetter Józef Fisz, który zaraz po wojnie wyjechał do Stanów Zjednoczonych. „Nigdy nie skontaktował się z rodzicami po wojnie. Jak wyjechał nawet raz nie napisał. Pochodził z Jasła, miał w Jaśle piekarnię. Sąsiadka powiedziała mu jedź do Brzostku tam jest taki Dziedzic. I on u nas całe zimy był. W stajni tatuś mu zrobił taką paczkę. Na wierzchu były tak jakby buraki, a pod spodem takie dwie klepki się wyciągało i on tam siedział i przeżył. Pomagał także Pani Schönwetter pilnować jej dzieci, bo ta mała miała 3 latka. „

Jak podkreśla Pani Zofia dość często wraca pamięcią do tych ciężkich czasów okupacji. „Dużo się w tym czasie przeszło. Ja sobie nie zdawałam sprawy z zagrożenia w związku z tym ukrywaniem Żydów. Nie zdawałam sobie sprawy, że to takie jest odpowiedzialne, że grozi nam śmierć” – powiedziała Zofia Trojan

Zofia Trojan z córką Ewą , synem Januszem i ich dziećmi oraz wnukami. Od lewej Ewa, syn Ewy Maciek, Zosia, Basia Trojan, jej mąż Janusz, ich syn Michał

Jesteśmy tacy dumni z mamusi i dziadków

Zofia Trojan i jej mąż Franciszek mają dwoje dzieci: córkę Ewę i syna Janusza. Ewa, absolwentka filologii germańskiej na Uniwersytecie Wrocławskim 19 lat temu razem z mężem i trójką dzieci wyjechali na stałe do Kanady. Co roku odwiedza z rodziną mamę w Jaśle. Wyjątkiem jest ten rok kiedy na drodze stanął koronawirus. Janusz ożenił się z dziewczyną z Brzostka i zamieszkali w Krajowicach pod Jasłem. Mają dwóch synów. Przez jakiś czas mieszkali z Panią Zofią, która się wychowywała jednego z wnuków kiedy rodzice pracowali. „Wnuk jest w Krakowie. Mówi, że jestem jego drugą mamą. Jak miałam 90 urodziny to mi 90 róż kupił” – mówi wzruszona Pani Zofia.

O swoich wspomnieniach związanych z dziadkami, mamą, historiami rodzinnymi i domem w Brzostku podzieliła się z nami mieszkająca obecnie w Kanadzie córka Pani Zofii – Ewa Zausz.

„Dom rodzinny w Brzostku, wybudowany przez pradziadków Dachowskich, był też naszym domem rodzinnym. Mieszkaliśmy w Jaśle, chodziłam tam do szkoły podstawowej, później do Liceum, ale prawie wszystkie niedziele i na pewno wszystkie ferie i wakacje spędzaliśmy u dziadków. Rodzice pomagali przy pracach w domu i w gospodarstwie, a my ciesząc się swobodą, otoczeni wielką miłością biegaliśmy po polach i łąkach, wynajdując sobie zajęcia i wymyślając różne zabawy, aby tylko nam nie kazano czegoś robić. Dziadzio Wojtek ..spokojny, dobrotliwy, pogodny nigdy nie podnosił głosu i zawsze chętny do pomocy, lubiany i szanowany przez sąsiadów. Jak byłam mała strasznie lubiłam jak brał mnie na kolana i „hopkał”. Babcia Bronia zaś była kobietą energiczną, otwartą, akceptującą nowości, towarzyską. Przed snem opowiadała mi bajki, takie zmyślone.

Dziadzio umarł w 1969 roku, kiedy miałam 13 lat. Wychowałam się jeszcze na literaturze, historii i filmach wojennych, więc temat Holokaustu nie był mi obcy. Czy rozmawiało się o uratowanych osobach w domu, z dziadkami? Znałam ich historię, szczególnie historię Schönwetterów, ale bardziej z opowiadań babci, a nawet może z powiadań mojej mamy. Ten niesamowity gest ratowania ludzi nigdy nie był w naszej rodzinie traktowany jako czyn bohaterski, wyjątkowe poświęcenie czy coś, co zasługiwało na nagrodę. Dziadzio i prababcia Dachowska byli, jak to moja mama mówi, bardzo miłosierni, więc przygarnięcie kogoś, kto był w potrzebie było czymś naturalnym. Rodzina Schönwetter czy Adam Szus, to byli przecież sąsiedzi, znajomi z tej samej wioski.
Adam Szus, teraz już wiek nie pozwala mu na pisanie, we wcześniejszych listach adresowanych do mamy cały czas wraca wspomnieniami do okresu wojennego, wspomnień z Brzostku. Mamusia utrzymuje kontakt z Zosią, jej brat Manek mieszkający w USA, był na otwarciu cmentarza żydowskiego w Brzostku, był też wtedy syn Szusa. Mój dziadzio nigdy się nie chwalił tym co zrobił i o tym nie opowiadał, a przecież to był niesamowity czyn. Szkoda, że nagroda i medal przyszły tak późno, bo byłaby to wielka radość dla dziadków, uznanie, docenienie. Ja osobiście, jestem ogromnie dumna z dziadków i pełna podziwu dla ich wyjątkowej dobroci i wielkiej odwagi. Dobrze, że mamusia może cieszyć się tym wyjątkowym wyróżnieniem” – mówi Ewa Zausz, córka Zofii Trojan.

Zofia Trojan z mężem Franciszkiem podczas uroczystości rekonsekracji cmentarza żydowskiego w Brzostku w 2009 roku
fot. Urząd Miejski w Brzostku

Miejsca które naznaczone zostały historią – tragedią ludzi i nadzieją na życie – dom rodzinny Zofii Trojan z domu Dziedzic stoi w Brzostku do dzisiaj. Obok domu została jeszcze stajnia, stodołę w której również ukrywali się Żydzi wyburzono kilka lat temu. Po śmierci brata Pani Zofii dom przeszedł w ręce nowych właścicieli. Trochę zmienił wygląd, ale nadal tam stoi. Podobnie jak oddalony o 100 metrów dom Sali Schönwetter, w którym w czasach młodości Ewy Zausz działał młyn. Dziś wyposażony w nowy dach i okna nadal stoi przy drodze do brzosteckiego Rynku.

Redakcja portalu ziemiadebicka.pl składa serdecznie podziękowania za informacje i udostępnione materiały Ewie Zausz, córce Zofii Trojan i wnuczce Bronisławy i Wojciecha Dziedziców z Brzostka uhonorowanych medalem i tytułem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata.

Serdeczne podziękowania kierujemy także do Pani Lucyny Pruchnik, sekretarz Miasta Brzostek oraz Wojciecha Staniszewskiego, burmistrza Brzostka za pomoc w dotarciu do rodziny Sprawiedliwych.

Materiał oryginalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie , rozpowszechnianie tylko za zgodą redakcji portalu ziemiadebicka.pl

Podziel się z innymi
0Shares
0 0