Search
Close this search box.

Jak to dawniej w Nagoszynie na weselach bywało …

Tłum ludzi przed wejściem do budynku, na pierwszym planie samochód Warszawa

W Nagoszynie od samego rana było wiadomo, że to nie będzie zwykłe wesele. Już od świtu koguty piały jakby na dopingu, a pod remizą zaczęły się zbierać pierwsze chłopy, co „przyszli tylko pomóc”, a jak przyszło co do czego, to bardziej pilnowali, żeby nic się nie zmarnowało… zwłaszcza w butelkach.

Bo wesele było w Nagoszynie — konkretne, z rozmachem być miało, jak się należy. Stoły uginały się od jedzenia: pierogi, bigos, schabowy taki, że pół talerza zajmował, a obok sernik i makowiec, bo przecież „kto to widzioł wesele bez słodkiego”. Kapela już stroiła instrumenty, a wujek Staszek sprawdzał akustykę, krzycząc do mikrofonu: „Raz, dwa, trzy — słychać mnie na końcu?!”

Ale panna młoda… panna młoda była w Żyrakowie.

I tu się zaczyna cała historia.
Bo zgodnie z tradycją, pan młody z ekipą miał ją odebrać. I nie tak hop-siup, tylko z przytupem. Zajechali więc elegancko szarą „Warszawą” pod dom młodej w Żyrakowie w pełnym składzie: drużba, druhny, orkiestra, kierowca co twierdził, że „on to jeszcze nigdy takiej trasy nie robił, ale jakoś będzie”. W Żuku jechała orkiestra, co solennie miała przykazane że trzeźwa ma być całe wesele i grać jak trzeba, a po imprezie wszystko będzie jak trzeba.

Szef grajków powiedział, że „nie ma sprawy”. Ale i tak potem nie dopilnował akordeonisty. On to niby przypadkiem pomylił kompot z różowym bimbrem, który był landrynkami majony, żeby kolor miał i smak przetarty. Jak zgrzany szklankę jednym haustem wychylił, to po chwili padł na podłogę i było po jego graniu. Tak, wtedy po wsiach mistrzowie byli i bimber miał swoją moc.

Pod domem panny młodej już czekała „obrona”. Sąsiadki, ciotki i kuzynki ustawiły się jak do kontroli granicznej.

– A gdzie wykup?! – pyta jedna, ręce na biodrach.
– A kto za taką pannę zapłaci?! – dodaje druga, śmiejąc się pod nosem.

No i zaczęły się negocjacje. Najpierw flaszka, potem druga, potem śpiewanie. Pan młody, trochę zestresowany, trochę rozbawiony, próbuje coś zaśpiewać, ale głos mu się łamie. Na szczęście drużba wchodzi cały na biało i ciągnie:
– „Sto lat, sto lat…”
I nagle wszyscy razem, nawet te najtwardsze ciotki podchwycili melodię i dalej poszło jak z płatka.

W końcu panna młoda wychodzi. Piękna, uśmiechnięta, trochę wzruszona, a trochę rozbawiona tym całym zamieszaniem.

– No dobra, możecie ją brać – mówi jedna z cioć. – Ale pilnujcie, bo my ją znamy!

Droga z Żyrakowa do Nagoszyna? To była dopiero parada. Klaksony, śmiechy, ktoś przez okno macha, ktoś inny krzyczy: „Na wesele jedziem!”

A w Nagoszynie już wszyscy czekają. Jak tylko młodzi zajechali, to zaczęło się na dobre. Chleb, sól, życzenia, a potem parkiet.

Pierwszy taniec? Trochę nerwowy, trochę śmieszny, bo pan młody raz prawie stanął pannie młodej na sukni, ale wybrnęli z tego elegancko. A potem to już poszło…

Wujek Staszek pierwszy na parkiecie. Ciocia Krysia zaraz za nim. Kapela gra wszystko, jak leci, a ludzie bawią się, jakby jutra miało nie być.

O północy oczepiny. Były śmiechy, były konkursy, jeden druh próbował złapać welon, ale się potknął i wylądował prawie pod stołem. Panna młoda śmieje się do łez, pan młody też już totalnie wyluzowany.

A nad ranem? Klasyka.

Ktoś zasnął na krześle. Ktoś szuka buta. Ktoś inny mówi: „Ja to tylko na chwilę przysiadłem”. A w kuchni dalej ktoś podjada bigos, bo „szkoda, żeby się zmarnowało”.

I tak to było — wesele w Nagoszynie, panna młoda z Żyrakowa, a wspomnienia na całe życie.

Bo jak się na Podkarpaciu coś robi, to się robi porządnie. I z sercem. I z humorem.

Podziel się z innymi

Shares
Previous slide
Next slide

Więcej informacji...

My i nasi partnerzy uzyskujemy dostęp i przechowujemy informacje na urządzeniu oraz przetwarzamy dane osobowe, takie jak unikalne identyfikatory i standardowe informacje wysyłane przez urządzenie czy dane przeglądania w celu wyboru oraz tworzenia profilu spersonalizowanych treści i reklam, pomiaru wydajności treści i reklam, a także rozwijania i ulepszania produktów. Za zgodą użytkownika my i nasi partnerzy możemy korzystać z precyzyjnych danych geolokalizacyjnych oraz identyfikację poprzez skanowanie urządzeń.

Kliknięcie w przycisk poniżej pozwala na wyrażenie zgody na przetwarzanie danych przez nas i naszych partnerów, zgodnie z opisem powyżej. Możesz również uzyskać dostęp do bardziej szczegółowych informacji i zmienić swoje preferencje zanim wyrazisz zgodę lub odmówisz jej wyrażenia. Niektóre rodzaje przetwarzania danych nie wymagają zgody użytkownika, ale masz prawo sprzeciwić się takiemu przetwarzaniu. Preferencje nie będą miały zastosowania do innych witryn posiadających zgodę globalną lub serwisową.