Dzięki Arturowi Gawle do redakcji portalu ziemiadebicka.pl trafiły wyjątkowe, nigdy wcześniej niepublikowane zdjęcia dawnej Dębicy, pochodzące najprawdopodobniej z lat 20. XX wieku, tuz po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Na fotografiach zobaczyć można Rynek z dawnymi, niemieckojęzycznymi szyldami na budynkach, kościół św. Jadwigi z grupą ludzi zgromadzonych przed świątynią, widok na dzisiejszą ulicę Rzeszowską z budynkiem „Rolnika” oraz ulicę Kraszewskiego, przy której znajduje się obecnie zielony rynek. Te niezwykłe kadry, przechowywane przez pokolenia w rodzinnym albumie, pozwalają spojrzeć na Dębicę sprzed około stu lat i poznać historię ludzi, których losy splotły się z dziejami miasta oraz regionu.
Rodzinny album, który przetrwał historyczną zawieruchę
Stare fotografie mają szczególną wartość. Utrwalają nie tylko wygląd ulic i budynków, ale także świat, którego już nie ma. W przypadku zdjęć przekazanych do redakcji ziemiadebicka.pl ich historia jest tym bardziej niezwykła, że przetrwały kolejne pokolenia, wojnę i czasy PRL-u.
Jak opowiada Artur Gawle, album ze starymi zdjęciami znajduje się w jego rodzinie od pokoleń. Fotografie stały się rodzinną pamiątką, dzięki której dzisiaj można odtworzyć fragment dawnej Dębicy, a zarazem przyjrzeć się historii rodziny, której losy na trwałe związały się z tą częścią Podkarpacia.
Każda z fotografii kryje w sobie osobną historię. Widoczne na nich budynki, ulice i miejskie przestrzenie są świadectwem przemian, jakie zachodziły w Dębicy w pierwszych dekadach XX wieku. Niektóre miejsca można rozpoznać do dziś, choć ich otoczenie i charakter miasta zmieniły się przez następne sto lat.

Rynek z niemieckimi szyldami i ślady dawnej monarchii
Szczególną uwagę zwraca fotografia przedstawiająca dębicki Rynek. Na budynkach widoczne są szyldy w języku niemieckim, przypominające o czasach, gdy miasto znajdowało się pod panowaniem austriackim.
Artur Gawle przypuszcza, że zdjęcia mogą pochodzić z pierwszych lat po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Wskazują na to zachowane napisy, charakter zabudowy oraz widoczne ślady odbudowy miasta po zniszczeniach wojennych.
– Zdjęcia są najprawdopodobniej z lat dwudziestych XX wieku. Szyldy z rynku są jeszcze austriackie, a każde zdjęcie jest podpisane ołówkiem z tyłu „21”. Podejrzewam, że jest to zaraz po I wojnie światowej oraz wojnie z bolszewikami – opowiada Artur Gawle.
Oznaczenie „21” może być istotną wskazówką przy ustalaniu dokładnej daty wykonania fotografii. Nie stanowi jednak samodzielnego potwierdzenia, że zdjęcia powstały właśnie w 1921 roku. Jak zauważa ich właściciel, również architektura widoczna na fotografiach może pomóc w określeniu czasu ich powstania.
– Zresztą styl secesyjny odgadniętej kamienicy o tym świadczy. Te zdjęcia mają 105 lat. Dębica była brukowana, a na tym zdjęciu widać jej odbudowę po I wojnie – dodaje Artur Gawle.
Fotografia Rynku dokumentuje więc nie tylko dawną architekturę, ale prawdopodobnie również okres odbudowy i stopniowego powrotu miasta do normalnego życia po wojennej zawierusze.

Kościół św. Jadwigi i ludzie sprzed stu lat
Na jednym ze zdjęć uwieczniono kościół św. Jadwigi w Dębicy oraz grupę ludzi zgromadzonych przed świątynią. Nie wiadomo, jaka dokładnie okazja przyciągnęła ich w to miejsce. Być może fotografia została wykonana po mszy świętej albo podczas jednej z uroczystości religijnych.
To właśnie takie kadry pozwalają dostrzec coś więcej niż samą architekturę. Wprowadzają do opowieści o mieście jego mieszkańców – ludzi, którzy przed stu laty przemierzali te same ulice, uczestniczyli w nabożeństwach i spotykali się w przestrzeni, która w dużej mierze pozostaje ważnym punktem Dębicy do dziś.
Nie znamy nazwisk osób uwiecznionych na zdjęciu ani okoliczności jego wykonania. Mimo to fotografia pozostaje cennym świadectwem życia społecznego i religijnego miasta w pierwszych dekadach XX wieku.

Ulica Rzeszowska i „Rolnik” widziany od tyłu
Kolejne zdjęcie przedstawia widok na dzisiejszą ulicę Rzeszowską. W kadrze znalazł się również budynek „Rolnika”, pokazany z nietypowej perspektywy – od tyłu.
Dla współczesnych mieszkańców Dębicy może to być szczególnie interesująca fotografia. Pozwala spojrzeć na znaną przestrzeń z innej strony i porównać jej dawny wygląd z obecnym. Takie ujęcia mają dużą wartość dokumentacyjną, ponieważ utrwalają nie tylko charakterystyczne budynki, lecz także układ ulic i otoczenie, które z czasem mogły ulec znacznym zmianom.
Właśnie w tym tkwi siła starych fotografii: często pokazują miejsca dobrze znane, ale w sposób, którego nie da się już zobaczyć podczas zwykłego spaceru po mieście.

Ulica Kraszewskiego jeszcze w budowie
Wyjątkowo ciekawy jest również kadr przedstawiający dzisiejszą ulicę Kraszewskiego, w rejonie, w którym obecnie znajduje się zielony rynek. Fotografia prawdopodobnie pochodzi z lat dwudziestych XX wieku i pokazuje ulicę na etapie budowy lub kształtowania jej zabudowy.
Co ciekawe, po obu stronach widoczne są już okazałe kamienice, które istnieją do dziś. To niezwykłe zestawienie: ulica sprawia wrażenie jeszcze nieukończonej, a jednocześnie stoją przy niej budynki, które przetrwały kolejne dziesięciolecia.
Zdjęcie może być ważnym materiałem dla osób zainteresowanych historią urbanistyczną Dębicy. Pokazuje fragment miasta w czasie, gdy jego przestrzeń nabierała kształtu znanego częściowo również współczesnym mieszkańcom.
Pradziadek wrócił z Chicago. Rodzina osiedliła się w okolicach Dębicy
Za fotografiami kryje się również historia rodziny Artura Gawle. Jej początki w okolicach Dębicy sięgają czasów, gdy jego pradziadek wrócił z emigracji w Stanach Zjednoczonych.
– Mój pradziad osiedlił się tutaj po powrocie z Chicago. Sam pochodził z Woli Rzędzińskiej, a prababcia z Wiązownicy. Wybrali okolice Dębicy tak pośrodku drogi między swoimi rodzinnymi stronami oraz ze względu na dobrą ziemię – opowiada.
Decyzja o osiedleniu się w tej okolicy miała więc zarówno rodzinne, jak i praktyczne uzasadnienie. Dębica i jej okolice stały się miejscem, w którym kolejne pokolenia budowały swoje życie.
Pradziadkowie pozostali tutaj do końca swoich dni. Babcia Artura Gawle była najmłodsza z rodzeństwa i to ona pozostała na ojcowiźnie. Losy pozostałych członków rodziny potoczyły się jednak zupełnie inaczej, a część z nich została naznaczona dramatycznymi wydarzeniami II wojny światowej.
Bataliony Chłopskie, akcja „Burza” i tragiczny los wuja
W czasie wojny dwóch wujków Artura Gawle było związanych z działalnością konspiracyjną i walką na terenie ziemi dębickiej. Obaj należeli do Batalionów Chłopskich i bronili dworu Jabłonowskich. Jeden z nich brał udział w walkach podczas akcji „Burza” na Kałużówce, gdzie zginął. Drugi przeżył, ale później musiał ukrywać się przed represjami.
– Wujek, czyli ich syn, wyemigrował z powrotem do Chicago. Drugi brat zaginął w czasie akcji „Burza” na Kałużówce, trzeci wujek też brał w tych walkach udział, przeżył, krył się później przed represjami. Obaj byli w Batalionach Chłopskich. Bronili dworu Jabłonowskich – wspomina Artur Gawle.
Los zaginionego członka rodziny do dziś nie został ostatecznie wyjaśniony. W rodzinnych opowieściach zachowały się różne wersje wydarzeń. Jedni twierdzili, że zginął podczas walk, inni, że został schwytany przez Niemców i poddany torturom.
Wujek był znany pod pseudonimem „Wiertło”. Jak podkreśla Artur Gawle, został opisany w jednej z publikacji poświęconych partyzantce na ziemi dębickiej.
– Prababcia i wujek próbowali ustalić, co się z nim stało. Jedni mówili, że zginął od razu, a inni, że został zabrany na tortury. W każdym razie nigdy już nie wrócił – opowiada.
Czy zaginiony partyzant trafił do niemieckiego obozu?
Po latach pojawiła się kolejna hipoteza dotycząca losów „Wiertła”. Artur Gawle przypuszcza, że jego wujek mógł zostać schwytany przez Niemców i wywieziony do podobozu Flossenbürga.
To jednak wciąż niepotwierdzona wersja wydarzeń. Jak wyjaśnia, możliwość taką zaczął brać pod uwagę po udostępnieniu archiwaliów Arolsen Archives, międzynarodowego centrum dokumentacji ofiar prześladowań nazistowskich.
– Najprawdopodobniej wujek, który „zginął na Kałużówce”, został złapany i wywieziony przez Niemców do podobozu w Flossenbürgu. To są moje przypuszczenia, bo niedawno udostępniono archiwa Arolsen. Niestety nie mogę być pewny, bo nikt już nie znał jego daty urodzenia, żeby to potwierdzić, ale zachowany podpis ze zdania rzeczy w Krakowie raczej wskazuje, że to był on – mówi Artur Gawle.
Bez dokumentów pozwalających jednoznacznie potwierdzić tożsamość zaginionego nie można przesądzić, że rzeczywiście trafił do obozu. Poszukiwania archiwalne dają jednak nadzieję na uzupełnienie rodzinnej historii i wyjaśnienie losów człowieka, który zniknął w wojennej zawierusze.
Ta część opowieści pokazuje, jak wielkie znaczenie mają zachowane dokumenty, wspomnienia i rodzinne pamiątki. Nawet po kilkudziesięciu latach mogą one pomóc w odtworzeniu wydarzeń, które dla najbliższych przez długi czas pozostawały bolesną i nierozwiązaną zagadką.
Fotografie, które pomagają odtworzyć dawną Dębicę
Stare zdjęcia przekazane redakcji ziemiadebicka.pl mają szczególną wartość nie tylko dla rodziny Artura Gawle, ale również dla wszystkich zainteresowanych historią miasta. Utrwalają Dębicę w okresie przemian, kiedy w przestrzeni miejskiej wciąż widoczne były ślady czasów austriackich, a ulice i zabudowa nosiły ślady wojennych zniszczeń oraz odbudowy.
Właściciel fotografii zwraca uwagę, że przy ustalaniu ich dokładnej daty pomocne mogłyby być także informacje dotyczące elektryfikacji miasta.
– Kwestia tylko elektryfikacji, to by nam dużo powiedziało, czy Dębica miała prąd przed 1920 rokiem – zauważa.
To jedna z kwestii, które mogą pomóc w dalszych badaniach nad pochodzeniem zdjęć. Na razie wiele wskazuje na to, że fotografie powstały w latach dwudziestych XX wieku, jednak bardziej szczegółowe określenie ich daty wymagałaby dodatkowych ustaleń.
Jedno jest pewne: dzięki temu, że rodzinny album przetrwał przez pokolenia, dzisiaj możemy zobaczyć Dębicę sprzed około stu lat. Rynek z dawnymi szyldami, kościół św. Jadwigi, ulica Rzeszowska i Kraszewskiego tworzą wyjątkową opowieść o mieście, którego obraz zmieniał się przez kolejne dziesięciolecia.
























