Na ulicy krzyczeli za nią Wandzia Buba. Wspomnienie z dawnej Dębicy

40 lat temu Dębica była zupełnie innym miastem. Prężnie rozwijał się przemysł, jak grzyby po deszczu rosły kolejne osiedla mieszkaniowe, szkoły i przedszkola. Ale dla starych niedołężnych ludzi nie było to najlepsze miejsce do życia. Z tamtego czasu utkwiła mi w pamięci jedna kobieca postać, którą powszechnie nazywano „Wandzia Buba”.

Odkąd ją pamiętam zawsze była taka sama. Wyglądała na jakieś 80 lat, ale równie dobrze mogła mieć 50, albo 120. Skąd pochodziła i co się z nią stało dziś pewnie nikt nie wie. To była starsza kobieta chodząca w beżowym płaszczu niezależnie od pory roku. Dziś powiedzielibyśmy, że była niepełnosprawna intelektualnie, wtedy mówiono na nią bardziej dosadnie, a ogólnie zwano ją Wandzią Bubą. Dzieciaki w wieku szkolnym lubiły jej dokuczać, gdy ją spotkały na ulicy. Jak się któryś nawinął jej pod rękę to potrafiła mocno przyłożyć, co niczego nie zmieniało i tylko jeszcze bardziej nakręcało gromady wyrostków biegnących za nią i krzyczących:  Wandzia Buba! Wandzia Buba!

Wandzia lub Wanda często wydając się nieobecna duchem spacerowała po ulicach miasta mrucząc coś pod nosem i przez parę lat była charakterystyczną osobą dla Dębicy.

Wandzia była osobą bardzo religijną. Chyba codziennie chodziła na mszę św. , a na pewno w niedzielę. Siadała w pierwszej ławce i modliła się jak tylko umiała. Czasem ofuknęła kogoś, kto się przyglądał jej zbyt natarczywie prawie krzycząc – „Co się gapisz?!”. Bo trudno było przejść obok tak oryginalnej postaci nie zwracając na nią uwagi.

Którejś wiosny Wandzia zniknęła z ulic Dębicy. Nikt się tym nie przejął, bo każdy miał swoich mnóstwo codziennych spraw. Jedni mówili, że gdzieś wyjechała inni, że zmarła. Któż wie jak było naprawdę? I tak dziś chyba nikt nie pamięta o starszej kobiecie, którą nazywano Wandzią Bubą.

Dyskusja na FB

Aleksander Rozsłanowski

Więcej o historii Wandzi Buby przeczytasz TUTAJ

Podziel się z innymi
0Shares
0 0