Dębica w latach 80-tych. W salonie gier przy ulicy Kolejowej przepuszczaliśmy nasze dziecięce fortuny - ziemiadebicka.pl

Dębica w latach 80-tych. W salonie gier przy ulicy Kolejowej przepuszczaliśmy nasze dziecięce fortuny


W siermiężnych latach 80-tych, gdzie dla dzieciaków powszechnie dostępną rozrywką było stanie w kolejkach za kostką masła czy przydziałowym kilogramem kiełbasy, było jedno miejsce gdzie można było poczuć wielki świat. To salon gier przy ulicy Kolejowej. Dzieciaki waliły tam tłumami i zostawiały mnóstwo kasy. Tam inny, kolorowy i atrakcyjny świat.

– To było takie miejsce, gdzie można było spędzić cały dzień i wydać całą wypłatę taty, jeśli się ją miało – wspomina jeden z bywalców. Moją ulubioną maszyną była taka co nazywała się Ikarus. Grało się tam metalową kulką, która odbijała się o różne przeszkody i nabijała punkty. Sztuką było, aby nie dopuścić za pomocą przycisków sterowanych z boku automatu do jej wypadnięcia z planszy. Rekordziści potrafili utrzymać ją nawet kilka minut. Ale do tej wprawy dochodzili grając długie godziny.  Ależ to była adrenalina! Lubiłem też symulator okrętu podwodnego gdzie przykładając oczy do okulara peryskopu strzelało się torpedami do przepływających statków. Strzałów było dziesięć za jeden żeton. Jeśli wszystkie były celne to dostawało się premię czyli dodatkowe pięć strzałów. Czasem maszyna oszukiwała i mimo, iż torpedy były celne nie naliczała premii. Taka sytuacja była powodem awantur z obsługą. Czasem ta dawała się przekonać i dostawało się dodatkową grę gratis.

Salon gier znajdował się przy ulicy Kolejowej w niewielkim szarym budyneczku. Był akurat na trasie przemarszu do szkoły dzieciaków idących z dworca PKP i PKS do np. “Ekonomika” lub wracających z lekcji do domu. Wielu nie mogło się oprzeć pokusie i wstępowało.
-Tylko na jedną grę – obiecywałem sobie nieraz wspomina nałogowy ówczesny gracz. A bywało nieraz, że zgrywałem się do ostatniego grosza. Jak nie miałem kasy to też chodziłem i patrzyłem jak inni grają.

Dziś tysiąc razy lepsze gry ma każda, licha nawet komórka. W tym czasie w telewizji były dwa zaledwie programy z kinematografią radziecką co wieczór. Działały też kina, których w porywach było nawet cztery – Śnieżka, Uciecha, Kosmos i Mors. Ale salon gier przyciągał jak magnes.